Jesiennie…

Dość długo mnie nie było ale i mnie dopadło zmęczenie.Do tego stopnia,że musiałam odwiedzić lekarza i zrobić kilka wyników bo niestety ale miałam dosłownie kłopoty z poruszaniem się  a ściślej mówiąc z chodzeniem.No tak ,przekonałam się ,że nie jestem ze stali i niestety ale po 4 latach muszę trochę zwolnić i odpocząć.Ból mija ale to dzięki środkom przeciwbólowym a co dalej zobaczymy.Mam nadzieję ,że za jakiś czas wszystko wróci do normy.Tyle o mnie.

Zosia natomiast zupełnie nie przyjęła do wiadomości ,że pewnych rzeczy mama nie daje rady zrobić i usilnie dochodziła swoich praw, nie dając mi odpocząć.Najtrudniej było wykonywać rehabilitację, która wymagała mojej sprawności fizycznej,czyli ćwiczeń na piłce.  Zosia je uwielbia a ja mimo bólu nie umiałam jej tego odmówić i starałam się ze wszystkich sił..Jej radość i śmiech wynagradza mi wszystko więc dawałam radę. Ktoś kiedyś powiedział,że ,,człowiek jest stworzony,by przekraczać siebie.”A  dziecko potrafi zmotywować!Ostatnio moja córeczka rozgaworzyła się,ciągle ją słychać i z tego powodu jestem zachwycona. To niesamowite słyszeć w domu dźwięczny głosik Zosieńki ,która próbuje składać sylaby w wyrazy.Jesteśmy na samym początku tej trudnej drogi a do mety bardzo daleko i tak naprawdę jeszcze nic nie wiadomo więc ćwiczymy i czekamy na postępy.W listopadzie mamy badanie ABR i konsultację,trzeba też będzie zrobić nowe odlewy kształtu uszek Zosi bo te zaczynają być małe.Rośnie Zosieńka to i uszka razem z nią więc wkładki robią się małe i zaczynają się wysuwać.

Zosia jest również po szczegółowych badaniach serduszka i niestety wynik jest niepokojący.Po 2 latach od operacji w Monachium zaczęło się coś zmieniać, czyli zrobiło się zwężenie przy konduicie.Nie jest ono duże,nie tamuje przepływu krwi ale już są jakieś zmiany, których się niespodziewaliśmy tak szybko.Jeżeli zwężenie będzie postępować to termin kolejnej operacji będzie dużo szybszy niż było to zakładane.Musimy czekać i obserwować serduszko Zosi,częściej robić kontrolne badania i trzymać rękę na pulsie.Cóż,zdawałam sobie sprawę ,że tak może być.Perspektywa kolejnej operacji mnie przeraża a najtrudniej będzie przygotować na ból i cierpienie Zosię. Ja wiem ,że każda operacja to dla niej szansa na życie …tylko jak to wytłumaczyć tak małej dziewczynce….Liczę na nieskończoną dobroć Boga,na Jego nieustające miłosierdzie i proszę Pana każdego dnia by oddalał kolejną operację Zosi.Jak zawsze pozostaje mi wierzyć i mieć nadzieję, że tak będzie.

,,Zrzuć swą troskę na Pana,a On Cię podtrzyma.    Psalm 55,23

Powoli zbliżają się 4 uradzinki Zosi…tak szybko minęły te 4 lata,tyle w nich było bólu ,cierpienia i niepewności ale także nadziei,wiary i radośći. Te lata przeplatane były krzykiem rozpaczy dławiącym mi gardło,łzami,potwornym strachem o życie Zosi…ale była też niesamowita radość,szczęście,śmiech …był cud powtórnego jej narodzenia,najcenniejszy dar- życie! Będziemy świętować ale bardzo kameralnie i zupełnie inaczej bo bez Waldka…to już prawie siedem miesięcy…

,,Żeby móc się spotkać trzeba się najpierw pożegnać.Czasami na długo,ale przecież nigdy na zawsze…”

Wiem,że tam z góry otacza opieką Zosię i w tych wyjątkowych dla niej chwilach jest tuż obok…

Teraz Zosia ma tylko mnie więc postaram się bardziej o siebie zadbać,zrozumiałam,że i moja wytrzymałość ma granice chociaż starałam się tego przez ostatnich kilka tygodni nie zauważać.    ,,Człowiek jest jak tama,zniesie wiele ale nie wszystko.”

Kochani życzę Wszystkim dobrego nastroju, bo pogoda za oknem typowo jesienna.