Walka rozpoczęta…

Niestety zaległy wpis pozostanie zaległy… wybaczcie kochani ale cholerstwo zwane choróbskiem rozpętało się na dobre i targa moim dzieckiem… zaraza jedna !!! Walczymy w domu, antybiotyk od wczoraj i zobaczymy co dalej… jedzenie Zosia zupełnie odstawione przez Zosię a to ze względu na notoryczne wymioty … wydzieliny tyle , że dosłownie chlapie ze stomii… inhalacje …  spanie prawie niemożliwe, 10 minut snu i kaszel który kończy się wymiotami….  pozostaje dużo pić , zbijać temperaturę i modlić się by nie doszły kłopoty z oddychaniem,  antybiotyk na razie doustnie ale jak nie ustaną wymioty to zastrzyki albo co gorsze…. szpital… mam nadzieję, że do tego nie dojdzie…  kochani jak zdrowie Zosi mi pozwoli usiądę i wszystko napiszę… teraz odmeldowuję się…   pozytywne myśli bardzo potrzebne …

Oddychaj córeczko i wytrwaj w domu… 

 

Melduję, że…

Sporo mam do zameldowania, zaległości tyle, że wstyd… przepraszam ale tak jakoś notorycznie czasu brak .  Zosia mało sypia a najlepiej zbieram myśli gdy moje serduszko smacznie sobie śpi! Szkoda tylko,  że snu ma ostatnio tyle co na lekarstwo. W wielkim skrócie więc melduję,  że odwiedziłyśmy przedszkole !!! Zaliczyłyśmy KIND  !!! I niestety Zosia ma  męczący, mokry i paskudny kaszel !!!!   Aaa buuu… ta paskudna pogoda… swoje żniwo zbiera, mglisto, dżdżysto i szaro buro , że  choróbska mają pole do popisu i atakują ze zdwojoną mocą !!! Aż chce się krzyczeć- słonko jesteś tam ??? Pokaż no się szybko!!!   Sama nie wiem kiedy nam ten kaszel przypełzł, może po spacerze? Tyle kaszlących dorosłych i dzieci mijałyśmy,  że byłam sama zaskoczona.  No ale po kolei wszystko napiszę wieczorem albo w środku nocy jak znam swoją Zosię. Teraz siedzi mi na kolanach i wtulona oczekuje mojej pełnej uwagi więc kochani wybaczcie… zmykam łagodzić kaszlisko i zajmować się córcią tak by znowu się uśmiechała…

A to zdjęcie Zosi z sobotniego spaceru… chyba ostatniego w tym miesiącu  🙁

Jej ,,wielkie” małe kroki !!!

Jakiś czas temu obiecałam,  że zamieszczę nowe nagranie ,  które pokarze w jakim tempie idą postępy w przygotowaniu Zosi do mówienia.  Cóż myślę,  że nadszedł ten czas abyście i Wy drodzy czytelnicy posłuchali jak Zosia potrafi prowadzić inteligentny monolog 🙂   Gdy zaczynałyśmy tę jakże trudną i mozolną drogę rehabilitacji nie miałam świadomości ile pracy czeka Zosię.  Oczywiście jasno i wyraźnie nasza  „ciocia Małgosia”    logopeda starała się mnie uświadomić ale ja jak to ja,  nie traktowałam tego aż tak poważnie  myśląc sobie,  ot gadanie – przecież to nie może być takie trudne.  I błąd !  Może i jest strasznie trudne. Teraz to wiem i wiem też  ile pracy przed nami…  przed Zosią… Niby nic, prawda… Zosia uczy się tylko mówić ale droga jaką już pokonała przy głuchocie obustronnej jest niesamowita.  Pamiętam od czego zaczynała, od chowania języka i zamykania buzi…  od nauki dmuchania,  (bańki mydlane, styropian, podarte skrawki gazet, piórka),   od używania języka i uelastycznianiu go,  nie potrafiła oblizać ust,  nie potrafiła dotknąć czubkiem języka swojego podniebienia,  język był jak kołek w buzi…wykonywała szereg ćwiczeń…   Kiedy już to się udało,  przyszedł czas na zachęcanie jej do wydawania dźwięków,  jakichkolwiek. Dzięki temu ,  że język był już rozluźniony jej głos zmienił się , dźwięki stały się czyste bez tego specyficznego charkotu.  Dopiero teraz można było poznać , że to jest głos małej dziewczynki… Dziś po dwuletniej już rehabilitacji logopedycznej Zosia jest o krok,  dosłownie mały kroczek by zacząć wypowiadać pierwsze zdania…   piszę zdania bo dla niej wypowiedzenie dwóch krótkich wyrazów np.”  mama daj,  mama papa,  baba idzie”   to bardzo trudne.    Pamiętam dzień w którym   gdy konsultowałam przypadek głuchoty Zosi i  pewna pani doktor powiedziała mi,  że Zosia nie ma żadnych szans na wypowiedzenie choćby  „A” … Jej zdaniem  zakup aparatów to niepotrzebny wydatek bo i tak głucha Zosia nie nauczy się wypowiadać dźwięków a już o mówieniu to mowy nie ma  🙂    A jednak byłam nie ugięta.   Kategorycznie odrzuciłam pomysł nauki języka migowego…  nie mogłam poddać się i nie dać szansy Zosi.  Pomyślałam sobie,  niech moja córka zdecyduje,  niech zawalczy i spróbuje … nie mogłam postąpić inaczej…  Jeżeli się nie uda to mamy przecież alternatywę.    Oczywiście były momenty w których miałam wątpliwości czy postąpiłam słusznie,  był czas , że nie było żadnych postępów,  był czas ,  że nie pojawiały się żadne nowe wypowiadane dźwięki przez Zosię…  ale teraz wiem ,  że na wszystko potrzeba czasu…  że,  nic nie przyjdzie łatwo…  Zosia po prostu osłuchuje się ze światem…  Poznaje dotąd nie znane dźwięki i zapamiętuje je by,  po jakimś czasie próbować je wypowiadać…  teraz wiem ,  że kiedy mamy okres stagnacji to dlatego,  że jest Zosi potrzebny…     Teraz doszły jeszcze Zosi zajęcia ze słuchu i rytmiki i wiem ,  że za jakiś czas wszystko zaprocentuje.  Zosia doskonale zna różnice pomiędzy wypowiadaniem dźwięków cicho i głośno i pojawiła się fonacja czyli potrafi zaakcentować głosem wypowiadane słowo .  Mówiąc najprościej  ma linię melodyczną !!!  Potrafi też  zaśpiewać  la la la la la …   intonując melodie.   Posłuchajcie więc kochani nagrania,  niestety z ukrycia bo ta mała i  sprytna dziewczynka uwielbia jak robi się jej zdjęcia,  natomiast bardzo nie lubi jak rejestruję jej głos.   Nie wiem dlaczego ale tak już jest.  By cokolwiek nagrać muszę schować urządzenie tak by Zosia go nie widziała inaczej milczy i nic nie powie  🙂   Oto efekt ciężkiej pracy ale jednocześnie dowód na to,  że Zosia może nauczyć się mówić…  muszę jej tylko to umożliwić !  Wiem jednak,  że przy Waszym wsparciu mamy szansę… Może za kilka lat Zosia sama powie Wam Wszystkim  „DZIĘKUJĘ !!!”

[youtube]http://youtu.be/PXGuvIshmyQ[/youtube]

 

Dziś to ja w jej i swoim imieniu  DZIĘKUJĘ … za wszystko co do tej pory było Waszym udziałem…  za wsparcie…  za każde dobre słowo… za każdy bezcenny grosz wpłacony na rzecz leczenia i rehabilitacji Zosi…  Za to ,  że nadal trwacie przy nas niezależnie od tego co dzieje się w Waszym życiu…  Jesteście aniołami chroniącymi nas przed upadkiem i choć nam do Waszych rąk tak daleko to do serc znacznie bliżej…  dziękuję…

Z niełatwą decyzją… w tle.

To były trudne dni… moje myśli miotały się wokół tej całej smutnej i jakże przykrej sytuacji.  Tak bardzo bym chciała by ktoś inny podjął za mnie decyzję w tej sprawie.  Myśli kotłowały się w mojej głowie i choć z pozoru zachowywałam się tak jak zwykle moja córeczka doskonale wyczuwała,  że mamę coś gryzie…  moja emocjonalna dziewczynka  jest jak radar!   Cóż ,  wiem że trzeba coś postanowić,  brałam pod uwagę Wasze komentarze kochani i bardzo szczegółowo analizowałam wszystkie za i przeciw.  Czyli ,,za” podaruj, odpuść, wybacz   i  ,,za ” poniesieniem  konsekwencji podłego zachowania.   Zrobiłam sobie nawet banalną listę i wypisałam te wszystkie za i przeciw ale niewiele to pomogło.  Jednego dnia byłam pewna,  że nie podaruję a drugiego dnia miałam przed oczami niewinne dziecko tejże kobiety i krzywdę jaką moje postanowienie może wyrządzić…  Nie chcę się mścić i tego jednego jestem pewna.  Nie chcę zniżać się do poziomu tej smutnej, zakompleksionej i bardzo nieszczęśliwej pani…  ale jestem też pewna , że musi zrozumieć  iż podle postąpiła ,  że może ponieść konsekwencje prawne tego postępowania.  Dlatego by zrozumiała ,( chociaż szanse są niewielkie podejrzewam),  postanowiłam , że zgłoszę sprawę na policję by to oni zapukali do jej drzwi i odpowiednio pouczyli co jej grozi za takie obrażanie w podły sposób.  Na razie nie zgłoszę sprawy do prokuratury,  każdemu nawet najpodlejszemu człowiekowi trzeba dać szansę … może akurat coś zrozumie…. przecież ukarać można zawsze.  Moja kochana   śp. babcia zawsze mówiła ,, wnusiu jak ktoś  cię kamieniem ty  go chlebem”.  Ja zawsze jej odpowiadałam ,, babciu ale chlebem się nie rzuca „.  Babcia się śmiała i w odpowiedzi na moją tezę mówiła , że postępując w ten sposób łatwiej będzie mi się żyło a czyny popełnione na tym świecie każdemu zostają zapisane i jak nie tu ta  TAM za nie odpowie…  Jestem katoliczką i choć często kłócę się z Bogiem za całe mnóstwo niesprawiedliwości na tym świecie i tragedii na jakie nas skazuje to UFAM BOGU… mimo wszystko…  Niech ON rozstrzyga nasze postępowanie a ja dam tej kobiecie szansę…  ze względu na jej córeczkę.  Resztę zostawiam w rękach policji, skończy się na pouczeniu. Jednocześnie wyraźnie oznajmiam , że to OSTATNI taki akt dobroci z mojej strony.   Więcej szans dla nikogo nie będzie !!! I nie ważne kim będzie ten co ośmieli się obrazić moją córkę i czy zrobi to pierwszy czy kolejny raz.  Koniec !!! Więcej nie pozwolę NIKOMU obrazić Zosi!!!  Każda kolejna napisana obelga zostanie zgłoszona do prokuratury i już nie będę brała w  ogóle pod uwagę czy  TROL  jest rodzicem i czy jego dzieci są zdrowe. To definitywnie powinno rozwiać wszelkie wątpliwości co do mojego stanowiska w tej sprawie a jednocześnie jest ostrzeżeniem . ” TROLU”  PAMIĘTAJ  OBRAŻASZ  NA  WŁASNĄ  ODPOWIEDZIALNOŚĆ  I  LICZ  SIĘ  Z  KONSEKWENCJAMI  BO  JUŻ  NIE  DARUJĘ!!!  KONIEC!  KROPKA!    A tej  ,,mamie”  napiszę tylko tyle… ,, jak to przeczytasz,  podejdź do córki ,  przytul ją najmocniej jak potrafisz,  powiedz,  że kochasz ją najbardziej na świecie i podziękuj jej , że jest Twoją córką !!!   I jeszcze jedno,  nie zmarnuj danej Ci szansy być może ostatniej …”

A co u Zosi ? Ostatnio się buntuje moja mała panienka i nie bardzo chce współpracować podczas rehabilitacji , troszkę lepiej pracuje podczas zajęć przedszkolnych ale bywają też dni całkowitego buntu.  Więcej o naszej codzienności napiszę w kolejnym wpisie , obiecuję! Jest tylko jedna sytuacja w której moja Zosia nigdy się  nie przeciwstawia,  to wychodzenie na spacer.  Tu zawsze jest pełna zgodność , zadowolenie nawet euforia.  Spacerujemy prawie każdego dnia a o tej porze roku  to pierwsze spacery  od 5 lat.  Cóż są i zmiany na lepsze !!!  Oczywiście zamieszczam foto relację :).

Kochani mam nadzieję , że postąpiłam słusznie!  Proszę byście nie  mieli mi za złe,  że podjęłam taką a nie inną decyzję.  Chcę być w zgodzie sama ze sobą,  móc uczciwie patrzeć w lustro i powiedzieć   ,, nie skrzywdziłam  nikogo a już na pewno nie dziecko .”  Bardzo Wam dziękuję , za wyrażenie swoich jakże cennych dla mnie opinii, były bardzo pomocne ! Ściskam Was mocno i życzę samych ciepłych dni.  Nie dajcie się przeziębieniu !

 

Kochani mam prośbę…

Wraca sprawa TROLI ,  którzy w tak podły sposób obrazili moje dziecko. Wiem już co to za mama . Otóż ta mama  naprawdę ma chore dziecko…  też dziewczynkę tylko trochę starszą od Zosi… jej  córeczka nie porusza się samodzielnie a ona  bardzo energicznie działa w internecie prosząc o pomoc dla swojego dziecka… Ta pani  jeszcze nie wie,  że została namierzona ( jak teraz przeczyta to się zorientuje )  Ja mam mieszane uczucia… pomijając moją złość, rozgoryczenie , ogromny smutek i żal…  zastanawiam się  co dalej zrobić z tą sprawą. Ludzi tych szukał mi ktoś,  kto pracuje w ,, organach ścigania ” i jest czytelnikiem bloga, ten ,,cudowny ktoś”  postanowił mi pomóc ponieważ sam jest rodzicem i bardzo tego kogoś oburzyła ta sytuacja.  Ten ktoś prosił o anonimowość więc nie zdradzam.  Zrobione to zostało drogą nieoficjalną a ja nie złożyłam jeszcze  doniesienia na policję.  Przyznam się , że do końca miałam nadzieję iż ci ludzie to nie rodzice a już na pewno nie chorego dziecka…  myślałam , że to jacyś sfrustrowani , smutni i żałośni ludzie , którzy mają jakieś psychiczne zaburzenia… takim łatwiej wybaczyć… Niestety… To mama  , która zieją nienawiścią do mojej córki i jak się okazuje ale nie tylko… na razie nie mogę napisać więcej,   zobowiązałam się… dla dobra sprawy.  Ten pan nadal jest namierzany, był bardziej ostrożny…  Mam prośbę do Was drodzy czytelnicy…  napiszcie mi kochani co Wy postanowilibyście w tej sytuacji,  jaką decyzję podjęli byście…  poradźcie co robić…. Wiem jedno,  żadne dziecko nie odpowiada za uczynki swoich rodziców,  ono sobie przecież ich nie wybrało…  i w tym przypadku karząc  tę mamę  ukażę też i jej  dziecko…    ludzie , którzy wspierali tę chorą dziewczynkę wpłacając pieniądze czy oddając 1% podatku mogą się wycofać i przestać pomagać tej mamie  a tym samym  odwrócą się  od tego dziecka…   Mam moralny dylemat bo skoro ta kobieta  postąpiła  tak podle w stosunku do mojej Zosi,  to z jej  moralnością i sumieniem  jest coś nie tak … Dlatego proszę o dobrą radę… decyzja nie należy do łatwych …

Na górnym pasku powstała nowa zakładka  APELE.  Tam zamieszczam prośby o pomoc dla Zosi i jeżeli , ktoś z Was zechce kochani pomóc w ten sposób może je pobierać i rozpowszechniać .  Dla nas to ogromna pomoc i wsparcie a ja z góry bardzo dziękuję  Wszystkim , którzy w takiej formie nam pomagają. Pozdrawiam Was kochani serdecznie i czekam na Wasze rady…

 

 

 

 

Zawsze w naszych sercach…

Każdego dnia
przez łzy przywołuję wspomnienia…
wyjmuję je delikatnie z pamieci,
i pielęgnuję by niczego nie utracić,
żadnej chwili, sekundy z ich razem spędzonego czasu…
Gdy odszedł miała tylko 3 latka…
Czy nosi go w swoim sercu ?
Czy pamięta jak kochał ją tata …
Myślę, że tak chociaż nie potrafi mi jeszcze słowami opowiedzieć
o swoich emocjach i myślach… tak , pamięta…
Może kiedyś… opowie…
Wiem jednak, że tęskni tak jak ja….
Teraz mogę jedynie ożywiać tę miłość , tę więź jaka między nimi była,
wyjątkowa i silna…był wspaniałym tatą…
Mogę ożywiać wspomnienia…
Są jeszcze wspólne ich fotografie…kiedy razem je oglądamy, Zosia uśmiecha się  wie,  że to tata…

to dzięki fotografią  jego obraz jest nadal  żywy w jej oczach…
Gdziekolwiek jest wiem jedno… otacza ją swoją opieką… jak zawsze….
Waldek…
Dziś skończyłby 43 lata….

 

Jej radość była ogromna :)

Kochani zdaję  relację z urodzin Zosi…a że  moje zmęczenie sięga zenitu będzie krótko, treściwie i na temat ! Jednego możecie być pewni !  Tak uśmiechniętej Zosi dawno nie widziałam.  Było kameralnie i bardzo rodzinnie a to najważniejsze ! Zosia była w swoim żywiole i oczywiście co lubi najbardziej w centrum uwagi ! Wszystkich ściskała i całowała by pokazać jak bardzo się cieszy i  jak  jest  szczęśliwa a gdy wniosłam tort po prostu  oniemiała.  Udało mi się nie popłakać …  wyjątkowo  dzielna byłam  🙂    Gdy dmuchała świeczkę ja w myślach w jej imieniu wypowiadałam życzenie…  nie zdradzam bo jeszcze się nie spełni  😉    Tak jej się spodobało zdmuchiwanie tej swojej piątki urodzinowej, że mama chrzestna  podpalała ją kilkukrotnie a Zosia zdmuchiwała.  Kochani dziękuję Wam za przybycie  bo to  dzięki Wam ten dzień był jeszcze bardziej  wyjątkowy ! Oj, ale było przy tym radości… zobaczcie sami drodzy czytelnicy.

Wszystkim z całego serca dziękuję za piękne życzenia urodzinowe dla Zosi… jesteście wspaniali !!!  A teraz zmykam do mojej kruszynki, która oczywiście jeszcze nie śpi   😉  i domaga się mojej uwagi .  Kochani jeszcze raz dziękuję za słowa otuchy i pozdrawiam Was serdecznie.