Sama sobie winna ;)

Zachciało mi się zmiany szablonu, to mam! Ha, ha, ha, ha, ha… tyle do powiedzenia w tym temacie.  Staram się jak mogę,  tyle do zrobienia, że nie ogarniam…   Ale co tam,  cel uświęca środki no to brnę dalej…  życzcie mi powodzenia bo bardzo się przyda. Tym czasem kolejny raz proszę Was kochani o rozpowszechnianie apeli Zosi… To dla nas niesamowicie ważna forma pomocy !!!   Wszystkim, którzy niosą nam pomoc w ten sposób w imieniu swoim jak i Zosi bardzo dziękuję… A teraz zmykam do…  dalszego dążenia do celu 🙂dok

Idą zmiany a tym czasem… ciężko pracujemy !!!

W naszym życiu wiele rzeczy pozostaje niezmiennych, niestety nie mam na to wpływu chociaż wierzcie mi bardzo bym chciała… Nie zmienię tego, że Zosia jest chora, nie zmienię tego, że Waldek nie żyje,  nie zmienię tego,  że nie mogę iść do pracy…  Lista tego czego zmienić nie mogę jest długa i czasem sprawia wiele bólu… bo w brutalny sposób uświadamia moją niemoc… Ale każdego dnia staram się… Staram się zrozumieć to czego nie mogę zmienić… chociaż to tak trudne… Wiem, że sama nie mogę zbyt wiele i to czasem przytłacza… boli,  sprawia , że moja wiara przygasa… zaczynam wątpić we własne siły,  możliwości,  tracę grunt pod nogami,  zdecydowanie…   zaczynam się wahać,  zastanawiać…  a później zaglądam na bloga,  czytam komentarze, widzę ile WAS tutaj jest… widzę, że czuwacie,  że martwicie się razem ze mną i wtedy wiem,  że to wszystko ma sens,  że nie jestem beznadziejna… więc zbieram się kolejny już raz dla Zosi,  dla Was…dla siebie…   Nie chcę by poczucie niemocy wygrało…  Wiem,  że to nie będzie łatwe,  już to przerabiałam  nie jeden raz…  ale ważne jest bym się starała i nie poddawała złym myślom,  zmartwieniom i troskom dnia codziennego… Wasza obecność tutaj i w naszym życiu jest jak gwiazdy w najczarniejszą noc, oświetlacie drogę , którą idę z Zosią i wiem , że z Wami nie idę po omacku…  Więc dziękuję Wam za to, że dajecie nam to  ŚWIATŁO !!!  Wiem , że nie zbłądzę, że nie idziemy same i że możemy na Was liczyć !!!  Bezcenne jest Wasze  wsparcie!  Dziękuję…….

Moja córka całą sobą czuła mój nastrój i postanowiła za mnie ! Zmusiła mnie do intensywnej pracy po kilka godzin dziennie ku mojemu ogromnemu zaskoczeniu.  Nie miałam pojęcia,  że będzie chciała tak ciężko pracować… Wiem , że potrafi ale rzadko zdarzało się by sama wyznaczała rytm rehabilitacji i miała taką ochotę do zajęć! Ustalanie tego nad czym w danym dniu będziemy pracować należało do mnie a tym czasem Zosia przejęła tę rolę.   By zmusić mnie do myślenia  Zosia też  na kilka dni zamilkła…  przestała wypowiadać nawet najprostsze dźwięki  dając mi tym samym motywację do tego by wziąć  się w garść.  Nie mówiła nic…kompletnie żaden dźwięk nie wydobył się z jej gardła… Moje samopoczucie miało na nią taki negatywny wpływ, że musiałam zmienić je na pozytywne.Nie pozostawiła mi wyboru, jakby chciała powiedzieć – mama, weź się w garść!   Chyba rośnie mi w domu mały psycholog  🙂  Zosia narzuciła takie tempo pracy , że nie było czasu na nic więcej. Kilka godzin dziennie ćwiczyłyśmy czytanie wyrazów i dopasowywanie ich do obrazków ( globalne czytanie),  rozpoznawanie dźwięków i kojarzenie ich z przedmiotami,  przygotowywanie do pisania czyli poprawę motoryki małej i liczenie.  Oczywiście były też  zajęcia przedszkolne,  które sprawiają Zosi coraz większą radość a pani nauczycielka widzi i  chwali postępy Zosi co ją bardzo motywuje do dalszej pracy !  Nie potrafię Wam opisać jaka bardzo  jestem dumna z mojej małej córeczki, która tak  ciężko pracowała  🙂  W takie dni wraca wszystko to co gdzieś po drodze naszego życia  przygasło… wszystko nabiera nowych i bardziej jaskrawych barw… barw nadziei !  A ja zdaję sobie sprawę,  że moja mała córeczka dorasta…  Jej stan emocjonalny,  zachowanie i to jak reaguje, jednoznacznie wskazuje na to,  że rozumie dużo więcej niż nam się wydaje…  Jest dojrzała emocjonalnie jak na pięciolatkę co nie ułatwia mi zadania…  Nie może wypowiedzieć swoich emocji, wyrazić słowami tego co czuje,  zapytać gdy ma wątpliwości  czy kiedy się boi…   To bardzo trudne zgadywać jakie emocje targają moją dziewczynką…  Każdego dnia staramy się udoskonalać naszą komunikację a pomaga nam w tym …miłość !  Co będzie, jak będzie… nie wiem, nikt nie wie.  Pokarze nam to czas, bezwzględnie płynący,  którego ni jak zatrzymać nie można… To czas pokazuje czy podjęte decyzje były słuszne,  czy wybory jakich dokonujemy dziś były trafne i czy to co robimy jest dobre dla nas samych a w szczególności dla Tych , których kochamy najbardziej na świecie… Jedyne czego jestem pewna to tego,  że będziemy nadal ciężko pracować by osiągnąć zamierzony i upragniony cel… samodzielność i szczęście Zosi… I wiem też,  że do tego celu idę drogą trudną,  czasem pełną wahań,  niepewności i strachu ale nie idę sama!  Mam Was… moich Towarzyszy, którzy kiedy trzeba wspierają ,  pomagają,  podnoszą gdy upadnę… Bez Waszego wsparcia nie szłabym tą drogą… a nawet jeżeli,  to nie doszłabym tak daleko !  Bo to, że jesteśmy tu,  właśnie w tym miejscu,  w dużej mierze jest Waszą zasługą… Wiem,  że samo ,,dziękuję”  to o wiele za mało ale będę dziękować za każdym razem,  bo tylko tyle mogę zrobić…

Mam też dla Was wiadomość dotyczącą zmian jakie niedługo nastąpią na blogu  😉  Szykuje się podmiana szablonu  więc wygląd bloga ulegnie zmianie. Postaram się by nie były to drastyczne zmiany ale nowy szablon jest już konieczny. Na obecnym sporo mam ograniczeń i nie mogę pozwolić sobie na wiele. Nowy szablon to nowe i większe możliwości i myślę , że i Wam się spodoba bo będzie dużo więcej informacji 🙂  Tak więc idą zmiany i mam nadzieję , że na lepsze… tylko na lepsze !  🙂  Czego i Wam z całego serca życzę !    A teraz foto relacja z ciężkiej pracy jaką wykonywała Zosia przez ostatnie dwa tygodnie !  ( mam nadzieję, że jej zapał nie zmaleje )  Następny wpis już w nowym szablonie… Trzymajcie kciuki   😉 I  kochani unikajcie szalejącej grypy !!!

praca

rehabilitacja

 

 

:) Ona tańczy… dla Was

Tak mnie podkusiło i zamieszczam…   Zobaczcie kochani jak Zosia tańczy do jednego z jej ulubionych programów tanecznych  „Boogie Beebies „. Odcinek opowiada o zabawie  dzieci w parku !  Nagranie niezbyt dobrej jakości  i z września 2012 ale co tam,  ważna tancerka 🙂 Oto jak głucha dziewczynka tańczy…

[youtube]http://youtu.be/0op_-th0k1Y[/youtube]

 

 

Nowo Rocznie…

Jak zacząć by było łatwiej?  Chyba nie bardzo wiem… jak to ja.  Starałam się w myślach podsumować ten miniony rok i na staraniach się chyba zakończy… ale co tam warto spróbować.  Jaki był?  Był rokiem bez tragedii rodzinnych !!!  Był rokiem bez hospitalizacji Zosi !!!   Był rokiem z dachem nad głową i skromną strawą na stole !   Był rokiem w którym chociaż czasem z trudem,  ale jednak,  mogłam leczyć i rehabilitować  Zosię !  Był też rokiem leczenia ran… pojawienia się nowych  obaw i strachu czy przetrwamy…  Był rokiem w którym i moje zdrowie zaczęło  „kuleć” dosłownie i w przenośni… niestety okazało się ,  że mama nie jest niezniszczalna !  Teraz mało tego,  że jestem uświadomiona to i dokuczliwie to odczuwam,  kilka trybików do wymiany…  zobaczymy co z tym „fantem” dalej będzie…  Był też rokiem w którym bardzo przykre wydarzenia  przeplatały się z dobrymi,  ot tak dla zachowania mojej równowagi emocjonalnej chyba…  Przetrwałam bez załamania nerwowego   🙂  Był też rokiem w który dzięki Wam,  Waszej obecności i pomocy czułam, że nie jestem sama,  że mam wsparcie !!!  Wiedziałam,  że ta walka ma sens i chociaż momentami nie  było łatwo to  dałyśmy radę , razem …   Jedno co systematycznie ulatywało ze mnie w minionym roku to wiara…  jestem chyba obolała psychicznie…  każda kłoda rzucana przez los powodowała,  że traciłam równowagę i upadałam boleśnie.  Mimo to zawsze starałam się podnosić dla Zosi.   Czasem sama ,  wolno,  prawie nieudolnie…  czasem wyciągając rękę po pomoc w Waszą stronę…  osłabłam i straciłam wiarę,  że może być lepiej…  Chyba czas przejrzeć na oczy,  przestać się łudzić ,  że coś zmieni się na tyle bym nie musiała martwić się każdego dnia…  Została nadzieja ,  która tli się małym światełkiem i przeogromna miłość do Zosi  , która daje mi siłę by nie wywiesić białej flagi…   Mało optymizmu mam w sobie dzisiaj…  Ten Nowy Rok,  który panuje nam od kilku godzin a już  przyniósł do naszego domu obawy i strach przed przyszłością…  Nie mam listy postanowień na ten rok…  bałam się ją zrobić… Jedyne co postanowiłam to to,  że postaram się przetrwać,  że muszę jakoś dać radę…  by nie stracić dachu nad głową,  mieć za co nakarmić Zosię i  najważniejsze móc  leczyć ją i zapewnić jej rehabilitację  jakiej potrzebuje!!!  Jak tego dokonam?  Sama nie jestem w stanie… bez Waszej pomocy nie dam rady… nie podołam zadaniu…  Dlatego ośmielam się prosić Was o pomoc… Proszę już kolejny raz abyście byli…   Tak  jak w ubiegłych latach bądźcie przy naszym boku… kiedy Zosia walczyła o życie,  kiedy odszedł Waldek…   Wiem,  że proszę o bardzo wiele ale nie mam wyjścia…  w pojedynkę  nie jestem w stanie zapewnić Zosi nawet minimum tego,  czego potrzebuje z powodu wady serca, głuchoty czy przełożenia narządów wewnętrznych…   Smutna to prawda…  ale taka jest rzeczywistość…   Jedyne w co teraz wierzę , to w to,  że nie pozostawicie mnie samej…  że po raz kolejny wesprzecie mnie w tej walce…     Jeszcze raz dziękuję Wam z całego serca za to,  że szliście ramię w ramię u naszego boku…  nawet nie chcę myśleć co by było gdyby Was zabrakło…  Byliście,  Jesteście i  proszę … bądźcie dalej…    Teraz oddalam się na jakiś czas,  muszę chyba nabrać dystansu…  poczekać na tendencje zwyżkową  optymizmu,   poszukać go bo się zagubił…    Zmykam odnaleźć utracone pozytywne myśli…

100620123592w

uśmiech