Gołębie zaloty :)

Kilka dni temu, wieczorem miałam w planie umyć okno   😉    Jak u mnie jest coś w planie, to zazwyczaj zostanie zrobione z opóźnieniem.   Już się o to moja córka postara  🙂   Tak było i tym razem !   Okno pomazane zawodowo przez Zosię ograniczało już widoczność ale co tam,  mała stanęła i wpatrywała się namiętnie w kogoś lub coś….    Ja tuż obok szorując gazówkę przyglądałam się córce bez ingerencji do czasu gdy poszła po krzesło i chciała usiąść się na parapecie.    Musiałam zostawić pucowanie i było mi to bardzo nie na rękę !!!   Zosia była uparta i za nic nie chciała zrezygnować z patrzenia przez okno.   Byłam ciekawa co ją tak zainteresowało.   Okazało się, że na wprost okna przysiadły dwa gołębie,  niby zwyczajna sprawa ale dla Zosi to był niesamowity widok.   Tym bardziej,  że owe gołąbki to chłopak i dziewczyna prawdopodobnie na randce 🙂

Mała rozsiadła się na parapecie i obserwowała parę prawie  w bezruchu.  Ja stałam tuż obok i sama byłam zaciekawiona jak skończą się te gołębie zaloty.  Normalnie nie zwróciłabym uwagi na to co dzieje się za oknem,   a już na pewno nie  na dwa ptaki mające się ku sobie.   Jednak Zosia powoduje,   że każdego dnia  razem z nią odkrywam świat jakby od nowa, dostrzegając  to co było niewidoczne dla moich oczu  lub bez znaczenia.  Ona uczy  mnie  jak  czerpać radość ze wszystkiego co wokół,  choćby z takiego widoku za oknem…..  A wierzcie mi,    jej radość jest bardzo zaraźliwa !!!  Stałam wiec przy niej i obserwowałam  jej  uśmiechniętą buzię !   Za oknem akcja się rozkręcała z minuty na minutę,  po chwili jeden  z gołębi ruszył do podrywu  😉   Przytulanie,  ocieranie,  dzióbek do dzióbka,  wszystkie chwyty dozwolone!      Zosia zanosiła się śmiechem prawie płacząc z radości.   Stałam tam półtorej godziny i w końcu w myślach miałam już dość tej gorącej pary gołębi.  Chciałam wrócić do pozostawionej w nieładzie kuchni i dokończyć co zaczęłam,  Zosia jednak ani myślała opuścić parapet bo randka trwała w najlepsze a ja musiałam stać przy niej.   Nie miałam serca pozbawić jej  radości z obserwacji tych dwóch ptaków. W końcu jednemu z gołębi się znudziło,  odsunął kawałek, popatrzył w nasze okno i  odleciał,   drugi pofrunął za nim.     Zosia posmutniała i pozwoliła zsadzić się z parapetu,  stała jednak jeszcze kilka minut przy oknie wypatrując powrotu gołębi….

Nie wróciły więc  pomaszerowała do stołu zajmując się kolorowanką a ja mogłam dokończyć polerowanie gazówki.  Okno nie zostało umyte tego wieczora  😉  Zostało bardziej pomazane 😉   Dziękuję Ci Zosiu,    że dbasz o to by mama się nie nudziła  🙂   Swoją drogą to takie artystyczne okna mam wszędzie.   Po umyciu nie za długo są błyszczące i bez smug.   Drzwi balkonowe powinnam chyba myć każdego dnia ale czasem zwyczajnie mam to gdzieś….  Kiedyś mi ktoś powiedział,  że dom to nie muzeum   😉   Tak więc czasem moje okna nie są idealnie czyste   🙂 Może i mi to przeszkadza jednak  zamiast biegać po domu na okrągło ze ścierką wolę ten czas poświęcić Zosi czy pójść z nią na spacer !

zaloty

zaloty1 zaloty2ZALOTY3Radosnych dni kochani……

1-DSC_0859

Co straciła Zosia ?

Kochani,  mojej  Zosi  wczoraj wypadł pierwszy ząbek !   Może wypadł to trochę naciągane określenie  ale na pewno wydarzenie było zaskoczeniem dla mnie.   Od dwóch dni dolna jedynka Zosi lekko się ruszała,   jej to absolutnie nie przeszkadzało,  nawet  przy szczotkowaniu zębów.   Byłam pewna,  że trochę to potrwa zanim owy ząb wypadnie ale moja Zosia wczoraj wieczorem postanowiła inaczej.   Po kolacji  okazało się,  że chwiejność zęba jest już spora i to zaczęło mojej córce przeszkadzać.  Manewrowała językiem w jedną i drugą stronę chcąc pozbyć się  tego co ją drażni.  Podeszłyśmy do lustra i pokazałam jej,  że to ząb tak się już rusza i poprosiłam ją by dała spokój.   Podałam jej wodę  do picia bo dziąsło zaczęło krwawić,  Zosia jednak nie rezygnowała i dalej językiem męczyła ząb.  W pewnej chwili  jej palce wylądowały w buzi,   złapała za mleczaka i po prostu pociągnęła za niego pozbywając się go z buzi !!!  Dumnie wręczyła mi  swoją pierwszą straconą  jedynkę !!!   Oniemiałam !!!    Myślałam, że będzie się bała a ona tymczasem zupełnie  bez obaw usunęła ruszającego się mleczaka.   To ja  miałam obawy  czy wszystko  będzie dobrze i okazałam się  słabsza od mojej córki, nie pierwszy już raz !   Od wczoraj uśmiech Zosi  jest jeszcze piękniejszy  😉  Teraz pewnie kolejne mleczaki będą  zaczynały się ruszać,  mam nadzieję,  że nie stadami tylko po jednej sztuce  i w odpowiednich odstępach czasu.  Pewne jest jedno,   Zosia nadal się uśmiecha i jest zadowolona.   A ja ten dzień zapisuje w swojej pamięci jako wyjątkowy !!!1-DSC_0156 1-DSC_0157 1-DSC_0153

KIND

Wczoraj odwiedziłyśmy z Zosią  KIND i chociaż w przeddzień wyjazdu wszystko wskazywało na to,  że zostaniemy w domu i umówimy kolejną wizytę to jednak udało się.   Tym razem wybrnęłyśmy z kłopotów a  na ratunek   przyszedł wujek Grześ.    Pierwotnie  miała jechać z nami nasza  kochana ciocia Gosia, niestety jej  samochód postanowił się zepsuć w ostatniej chwili.    Miałam dwa wyjścia;  odwołać wizytę i umówić inny termin albo prawie cudem znaleźć  kogoś innego.  Udało się dzięki ogromnej życzliwości wujka,  który  bez wahania zaoferował nam swoją pomoc.   Nie pierwszy raz i jak znam życie nie ostatni….  Grzesiu jeszcze raz bardzo Ci dziękuję !!!     Jak nigdy wszystko szło idealnie,  droga bez korków, Poznań  niezatłoczony,  pogoda wymarzona,  Zosia trochę zdenerwowana ale bardzo grzeczna !!!    Kilka dni tłumaczyłam córce gdzie jedziemy,  co będzie się działo i choć przypuszczałam,  że bez płaczu się nie obejdzie moje dziecko totalnie mnie zaskoczyło.   Nie dość,   że była radosna i uśmiechnięta to z ochotą  weszła do gabinetu pani docent,   rozsiadła się i spokojnie oczekiwała na rozwój wydarzeń !   Pani docent przejrzała wyniki,  opinie naszej pani logopedy,   sprawdzała różnymi metodami jak Zosia reaguje na dźwięki w aparatach i bez nich a nawet udało się by usłyszała co  moja mała panienka wypracowała przez ostatni czas.    Zosia chętnie chwaliła się tym co potrafi powiedzieć a ja pękałam z dumy.   Pierwszy raz tak spokojnie i bez tego ogromnego lęku,   który jej zawsze towarzyszył odbyło się badanie   🙂    Na koniec uszy Zosi zostały dokładnie sprawdzone,  są czyściutkie i na szczęście bez żadnych korków z woskowiny !!!!     Pani docent zadecydowała o podkręceniu aparatów na różnych częstotliwościach i pogratulowała  OGROMNYCH OSIĄGNIĘĆ ZOSI !!!     Na koniec wizyty Zosia pięknie się pożegnała i pomaszerowałyśmy do  ,, wujka ,,   Macieja,  który zajmuje się aparatami Zosi.

Do kolejnego gabinetu  moja dzielna i odważna córka weszła równie dziarsko i z równie zadowoloną miną.   Aparaty zostały podłączone do komputera, ustawione po mistrzowsku przez  wujka Macieja według zaleceń pani docent i teraz miało nastąpić najtrudniejsze;   Zosia miała siedzieć cichutko jak myszka w bezruchu przez dwie minuty z aparatami podłączonymi do komputera.   Tu zawsze było najtrudniej bo nawet jeżeli udawało jej się nie poruszać to zawsze płakała myśląc,  że może zaboli.   I kolejna fantastyczna niespodzianka,  Zosia siedziała tak jak ją prosiliśmy,  mało tego sama meldowała, że mamy być cicho  🙂      Wszyscy byli tak zdziwieni jej dzielną postawą a najbardziej chyba ja sama  🙂    Niesamowite,  że zmiana nastąpiła tak  diametralnie.   Być może  poskutkowało to kilkudniowe przygotowanie i posiłkowanie się nową bajką w której dokładnie jest pokazane jak wyglądają poszczególne badania.    A może moja córeczka dorasta ?    Coraz więcej rozumie a z jej miny jednoznacznie wynikało,  że jest z siebie dumna.    Została przez wszystkich pochwalona,  nagrodzona uśmiechem i uściskami za tak wspaniałe i jakże dzielne zachowanie co jeszcze bardziej ją zmotywowało.    Spotkałyśmy też naszą ciocię Basię,  która ostatnio tak wytrwale  walczyła by  wykonać Zosi badanie  ABR.   Jak zawsze była  uśmiechnięta i przemiła a Zosia bez zastanowienia wskoczyła jej na kolana  🙂      Wszystko wczoraj było inaczej niż zazwyczaj…..   Od momentu przekroczenia progu budynku  Zosia  była pogodna choć nieco zaniepokojona,   skrzętnie jednak to ukrywała.   Po kilku minutach pojawił się jednak  na jej buzi uśmiech i tak już pozostało do samego końca !!!    Wyjątkowa  wizyta i bardzo owocna.   Oby wszystkie już tak wyglądały.   Teraz Zosia musi oswoić się ze zmianami jakie zaszły w ustawieniach aparatów słuchowych a   troszkę to potrwa……   Poprzednim razem mrużyła oczy i łapała się za głowę,  która ją bolała.   Teraz będzie pewnie  podobnie.    Zapobiegawczo podaję jej dwa razy na dobę  małą dawkę ibupromu.   Kilka dni spokoju przed moją córeczką a później powrót do ciężkiej pracy i jak  szczęście dopisze do rehabilitacji…..   Na efekty trzeba będzie poczekać,  najpierw Zosia potrzebuje czasu by oswoić się z nową sytuacją,  później z poznawaniem nowo słyszanych dźwięków i odgłosów,  następnie próbuje sama je naśladować aż w końcu przychodzi ostatni etap wypowiadania tego co słyszy.   Ile zajmie to czasu i w jakim tempie każdy etap będzie przebiegał to już zależy tylko od Zosi.   Jedyne co mogę zrobić to motywować ją do pracy, pomagać jej w każdy możliwy sposób, być zawsze przy niej, wspierać, nagradzać  i kochać miłością nieskończoną !!!

A teraz przedstawimy Wam kochani jak to było  🙂

Zosia wita się z rybkami1-DSC_0433W oczekiwaniu na wejście do gabinetu…1-DSC_0439Zaraz będą zaglądać w uszy  🙂1-DSC_0437 (2)Wujek Maciej nie miał wyjścia  🙂1-DSC_0428Podobnie jak ciocia Basia  🙂1-DSC_0441 1-DSC_0442

Oto jacy fantastyczni ludzie tam pracują !!!  Do następnego spotkania trochę czasu więc może Zosia znowu czymś  cudownym nas zaskoczy ???   Właśnie wybiła  4.00   więc zmykam przytulić się chociaż na dwie godziny do poduchy !  Zosia  budzi się o szóstej  i raczej mi nie pozwoli pospać dłużej  😉   Pogoda piękna to korzystamy , ranne i wieczorne spacery ładują nasze akumulatory !  I wam życzymy pięknej pogody !  Pogody ducha również   🙂  A w niedługim czasie opiszę :   jak to Zosia podglądała gołębie zaloty  🙂

 

Dzisiaj o książkach :)

Miniony tydzień nie był zbyt pogodny, aura popsuła się i to znacznie,   każdego dnia padało i wiało.   Zostałyśmy więc uziemione w domu.  Moja córka z nosem przyklejonym do szyby  demonstrowała swoje wielkie niezadowolenie.  I tak mam pomazane wszystkie okna  🙂   bo przez każde  moja panienka  ,,wyglądała sobie,, !    Zwolniłyśmy tempo,  zrobiłam Zosi wolne od  pracy nad przygotowaniem do pisania i zmniejszyłam ilość ćwiczeń logopedycznych.  Wolne od rehabilitacji  zrobię Zosi od poniedziałku,  tydzień błogiego lenistwa jej się przyda bo ciężko pracowała przez ostatnich kilka miesięcy i zasłużyła na odpoczynek.   By oderwać ją od tego co ma wpojone czyli naszego harmonogramu dnia staram się wymyślać różne atrakcyjne zabawy by wolny czas był atrakcyjniejszy.  Często też Zosia zagląda do bajek i nie mam tu na myśli tych telewizyjnych czy w komputerze.  Nie !

Chodzi o książki,  które  moja córka uwielbia.   To one w dużej mierze wypełniają  wolny czas  Zosi przy niepogodzie albo wieczorami.   Ma oczywiście swoje ulubione,  niezmiennie już od 3 lat Kubuś Puchatek to największy i chyba najważniejszy jej przyjaciel.   Ja też darzę sympatią tego misia !    Lubi też bajki z bohaterami których zna z ekranu,  Dzwoneczek,  bajki o zwierzętach,  Myszkę Miki  a ostatnio dołączyły do grona ulubieńców  księżniczki z bajek,  Barbi    i  Martynka 🙂   Cóż, chyba mi córka dorasta i wchodzi w nowy etap.   Nie mogę pozwolić sobie na kupowanie używanych a co dopiero nowych bajek dla Zosi więc jesteśmy częstymi gośćmi w bibliotece.   Cudownie, że jest tak blisko i Zosia może wybierać z pośród niezliczonych gatunków bajek.   Nie muszę się też martwić, że zniszczy którąkolwiek z książek bo nigdy tego nie robiła 🙂    Wypożyczamy po kilka książek,   Zosia ogląda bacznie obrazki a ja opowiadam do nich najprostszymi słowami historie by moja mała  ,,czytelniczka,,   zrozumiała jak najwięcej.    Pewnie i tak w swojej głowie tworzy własne  wyobrażenie o tym co ogląda ale  dla niej takie moje opowiadanie to osłuchiwanie się z dźwiękami i brzmieniem wyrazów co jest formą rehabilitacji.   Jej mimika twarzy pokazuje wszystkie emocje jakie  w jej sercu się pojawiają.   Czasem kiedy bohaterom dzieje się coś złego  zmartwienie Zosi jest tak duże,  że ma łzy w oczach….   Czasem śmieje się w głos albo próbuje sama coś opowiedzieć.  Onomatopeje czyli naśladowanie dźwięków  Zosia wypowiada  coraz lepiej więc jak widzi w bajce krowę to wypowiada  ,,mu mu mu,,    jak kota to  ,,miał miał,,    jak staw, jezioro czy morze to   ,, kap kap kap,,  czyli ogólnie  woda…….   Tak  mniej więcej wygląda   ,,czytanie,,   bajek przez Zosię !    Ale  jednego kochani możecie być pewni,  cała gama emocji aż buzuje w niej i ta ogromna chęć wyrażenia ich poprzez mowę !  Ona ma już tak ogromną potrzebę by mówić !!!   Przed Zosią całe lata ciężkiej pracy nad nauką mówienia ale dziś już wiem , że ONA tego dokona !!!     Muszę tylko jej to umożliwić i jakoś zdobyć pieniądze na rehabilitację……………  W bibliotece Zosia jest zawsze bardzo ciepło przyjęta  i  okazywaną sympatię oczywiście odwzajemnia dziękując pięknym uśmiechem.  Panie tam pracujące są przemiłe i zawsze służą pomocą!   Pani Beata  poszukiwała ostatnio specjalnie dla Zosi bajki o księżniczkach…..  Poczytne pozycje bo okazało się , że wszystkie zostały wypożyczone  🙂  Ale nic straconego, następnym razem może będą !   Pani Maria dyrektor biblioteki  ostatnio podarowała Zosi plakietkę  ,, lubię czytać,,   z której Zosia była bardzo dumna !   Tak więc raz w tygodniu obowiązkowo odwiedzamy bibliotekę  ku mojemu wielkiemu zadowoleniu.   Książki pobudzają wyobraźnię,  edukują i są wspaniałym oknem na świat !   I strasznie się cieszę,   że nie muszę przekonywać Zosi by do nich zaglądała.   Mam nadzieję,  że tak zostanie na zawsze.   A jak wyglądają te wizyty  w bibliotece ?   Właśnie tak  🙂

Którą książkę wybrać…..?1-DSC_1113Bez tytułubibliotekaNasza przemiła pani Maria – dyrektor biblioteki 1-DSC_1110Dumna Zosia  🙂1-DSC_1114 Bez tytułubiblTak w skrócie wyglądają wizyty Zosi w bibliotece i szczerze Wam kochani powiem, trudno ją stamtąd wyciągnąć do domu  🙂   W końcu nie ma się co dziwić, przecież nie od dziś wiadomo dobra książka  to lekarstwo tak jak muzyka.  Może i ta druga kiedyś dla Zosi będzie równie ważna…….marzę o tym!   A my tymczasem powoli przygotowujemy się do środowej wizyty w poznańskim  KIND.    Nie udało się tak zaplanować wakacji by Zosia nie musiała się  denerwować, bać i płakać….   Niestety wszystko wymaga badań kontrolnych  i ścisłego nadzoru.   W sierpniu szczegółowe badania serca i to głównie na nie czekam.   Wyniki tych badań spędzają mi sen z powiek…….    Bardzo się denerwuję i w sumie wolałabym już wiedzieć w jakim stanie jest serce mojej ukochanej córeczki.   Tak wiele zależy od  tych wyników…………      Muszę wytrwać  a do tego czasu ukrywam emocje i staram się normalnie żyć.   Kochani spokojnych i słonecznych dni życzymy,  może z dobra książką ?

Scena to jej żywioł ????

Odkąd na świat przyszła Zosia moje życie  zostało przewartościowane i to tak bardzo, że śmiało mogę powiedzieć:  Jestem innym człowiekiem, inną kobietą…. Tak wiele się zmieniło…………. Inaczej patrzę na świat,  inaczej  postrzegam ludzi a wszystko co robię dotyczy JEJ,  mojej córeczki o tak kruchym ale jakże cudownym  życiu…..  Nie wiem czy Ci,   którzy mają zdrowe dzieci są w stanie zrozumieć nas,  rodziców dzieci  ,, wyjątkowych”.   Nie wiem,  czy tak jak my dostrzegają oni te małe codzienne cuda i z takim samym zachwytem celebrują je.  Wiem jedno;   dla mnie każda sekunda życia Zosi,  każda minuta,  godzina, dzień, rok………..jest cudem!   Dostrzegam wszystko,  najdrobniejszy grymas jej twarzy,  uśmiech,  zachwyt,  smutek,  strach……………..   Każdego dnia staję do walki by jej żyło się lepiej,  by ją uszczęśliwić,  by na jej buzi jak najczęściej pojawiał się uśmiech………….. I wierzcie mi,  bywają dni,  że to jest strasznie trudne…..  No bo jak  mam się uśmiechać kiedy słyszę o złych wynikach badań,   jak się uśmiechać gdy moja córka się boi,  krzyczy,  płacze,  cierpi….. Jak opanować ból i strach które paraliżują moje serce gdy pomyślę o kolejnej operacji….   A jednak się uśmiecham chociaż serce krwawi  bo to daje jej siłę i sprawia, że się nie poddaje.    Kiedyś ktoś napisał mi,  że:   dostajesz pieniądze, płacą Ci za siedzenie w domu,  nic nie robisz i jeszcze żebrzesz od ludzi na leczenie dla swojego dzieciaka !    Cóż,  dla wielu z Was pewnie tak to wygląda……………  Nawet nie wiecie jak bardzo krzywdząca to opinia….

Pomijając chwile,  godziny,  dni,  czasem miesiące ,  kiedy patrzymy jak nasze dzieci walczą o życie cierpiąc niemiłosiernie a nam oddychanie sprawia ból,    jak zabija nas bezsilność bo nie jesteśmy w stanie wziąć nawet części tego cierpienia na siebie,  a jedyne co możemy zrobić dla swoich  niesamowicie dzielnych i ukochanych dzieci to być przy nich, ocierać łzy,  trzymać za rękę  ( bo są sytuacje w których nawet przytulić nie można ) to każdy  ,, zwykły ,,  dzień to walka !  Walka na wielu polach;   o leczenie,  o rehabilitację, zakup leków,  o zapłacenie rachunków,  kupienie jedzenia jakiego dziecko potrzebuje,   o każdy mały krok do przodu i każdy maleńki sukces naszych dzieci…..  To walka o przetrwanie i zapewnienie tego co naszym dzieciom jest potrzebne by mogły w przyszłości normalnie funkcjonować i żyć nie będąc ciężarem dla społeczeństwa.  Są dzieci,  które nie mają takiej szansy i  już na stałe będą wymagały opieki osoby drugiej.    Zosia nie należy do takich dzieci.  Gdzieś  wydarzył się cud i jej małe życie zostało ochronione…..    Chociaż rokowania były straszne,  przebieg pooperacyjny najtrudniejszy z możliwych…………..jak do tej pory ma ONA  szansę na   ,, normalne i samodzielne ,,  życie.   Nie wiem, czy Bóg kiedyś nie zdecyduje inaczej……………..Jednak dla mnie jest ważne  tu i teraz!  To co dzieje się dziś,  to w jakim stanie zdrowia jest Zosia na chwilę obecną,  to z czym teraz musimy się borykać,  to jest najważniejsze.     Musimy żyć dniem dzisiejszym nie myśląc o tragedii jaka może a nie musi nadejść.   Musimy tak żyć,  by nie oszaleć ,   by zawsze tliła się choć najmniejsza iskra nadziei…..  Żyć i starać się pokonywać słabości związane z chorobami Zosi,  robić wszystko by robiła postępy i mogła kroczyć ścieżką do samodzielności…..    Ścieżka ta krętą jest i stromą  często bywa wyboista i cały czas  biegnie pod górę,  jednak  co jakiś kawałek stają na niej ziemscy aniołowie,  którzy podają  jej pomocną dłoń i sprawiają,  że Zosia posuwa się na przód pokonując własne słabości…..  Oto w wielkim skrócie dlaczego tak zachwycam się tym wszystkim co dzieje się w życiu  Zosi !!!   Oto dlaczego jestem pełna podziwu dla niej i jej dokonań !!! Oto cała prawda o mnie – mamie  Zosi !

Dwa lata temu  pani docent powiedziała mi jasno i wyraźnie bez zbędnych ceregieli,  że jej zdaniem,  kupowanie aparatów dla Zosi to niepotrzebny wydatek.  Nie pozostawiła mi złudzeń i wprost powiedziała, że Zosia nie będzie mówić !  Wyjaśniła mi dokładnie, że moje dziecko jest głuche i aparaty nic ty nie pomogą…..  Moja matczyna intuicja jednak mówiła mi zupełnie coś innego !   Wiara w moją córkę również !   Zosia  zaskoczyła lekarzy już wielokrotnie, wiec  postanowiłam dać jej szansę kolejny raz.    Nie mogłam pozbawić jej możliwości zawalczenia o poznanie świata,  słuchając go !  Powiedziałam pani docent,  że język migowy to zawsze alternatywa ale na później.  Teraz chcę zobaczyć co postanowi moja Zosia.   Od tamtej pory minęło kilkanaście miesięcy……………Dziś już wiem, że  postąpiłam słusznie !!!  Zosia każdego dnia uczy się słuchać,  robi postępy w naśladowaniu dźwięków ( onomatopeje),  wypowiada sporo  sylab otwartych i pierwszych wyrazów……. Cud ?  Może……….ale też niesamowicie ciężka praca , która pochłonęła dziesiątki godzin rehabilitacji.  Upór tej małej dziewczynki jest niesamowity !  Ona tak bardzo chce mówić, stara się naśladować to co słyszy i ze wszystkich sił pracuje by mowa była jej głównym środkiem komunikowania się !

Tu gdzie mieszkamy jest Gminny Ośrodek Kultury.   Mieści się tam biblioteka  i sala kinowa,  która często  pełni rolę estrady.  Właściwie to jest estradą  🙂  Mają tam próby różni artyści przed występami i któregoś dnia odwiedzając bibliotekę  pokazałam Zosi  to nowe dla niej miejsce.  Miałyśmy szczęście bo trafiłyśmy na taką właśnie próbę  naszej budzyńskiej kapeli  ,,KOMBINATORZY,, http://dzienniknowy.pl/aktualnosci/pokaz/23421.dhtml   Pan Marcin pozwolił Zosi wejść na scenę i poszaleć.    Okazało się , że moja córka czuła się tam jak przysłowiowa ryba w wodzie.  Bez zawstydzenia, raczej z ogromną ciekawością,  entuzjazmem a później radością,   próbowała najpierw mówić a później nucić do mikrofonów.   Jej zdumienie było ogromne gdy usłyszała sama siebie w ogromnych głośnikach.  No i znowu ja,  dumna i  strasznie wzruszona mama,  obserwowałam ją  przez  obiektyw aparatu uwieczniając te niezwykłe chwile…..    Może jeszcze kiedyś uda nam się  wprosić na taką próbę  kapeli  🙂   To fantastyczna  forma rehabilitacji dla Zosi.  Móc słyszeć w głośnikach to co wydobywa się z jej ust to dla niej coś niesamowitego.   Dlatego postanowiłam na łamach  bloga zapytać Was kochani czytelnicy,  może jest w śród Was ktoś, kto ma duży głośnik i mikrofon i z jakiegoś powodu już z niego nie korzysta.   Może zechciałby podarować taki sprzęt Zosi do rehabilitacji ???   Mnie nie stać na taki  zakup i nie mam na myśli nowego oczywiście.    Na tym co mamy w domu,   Zosia nie jest w stanie się usłyszeć nawet gdybym  mogła pozwolić sobie na kupno mikrofonu  🙁    Na dzień dzisiejszy na subkoncie Zosi jest pusto i nie mamy środków na leczenie i rehabilitację…… O kupowaniu pomocy do rehabilitacji już nie marzę……………:(   Jedyne co mi pozostaje to prosić o najdrobniejsze a dla nas bezcenne wpłaty na subkonto w fundacji dla Zosi i modlić się by jakoś  przetrwać do czasu aż zaksięgują wpłaty z 1% podatku.   A przecież  do listopada jeszcze  4 miesiące…………….

Oto jak  szalała  Zosia,  dziewczynka na początku swojej drogi by móc  poznać co to  muzyka i pokochać ją….artystka artystka1 artystka2 artystka3

 Kochani  życzymy Wam tylko radości  na najbliższe dni !   Niech w sercach Waszych ze szczęścia muzyka gra  🙂