Karuzele

 Kochani  ten wpis powinien ukazać się w połowie czerwca i był zapowiadany.   No właśnie powinien  😉  Ale jak to ja,  gdzieś go przeoczyłam.  Leżał sobie zapisany w szkicach z kilkoma zdjęciami w oczekiwaniu na dokończenie.    Dlatego z opóźnieniem ale za to  z całą masą cudnych zdjęć pojawi się dziś  🙂   Czerwiec to miesiąc w którym  odbywa się nasze lokalne święto  tzw  ,,Dni Budzynia,, .   W tym czasie jest sporo imprez i wiele się dzieje .  Przez kilka dni  mamy tutaj  całkiem niezłą zabawę,  każdy znajdzie coś dla siebie od tych starszych po najmłodszych.   Tradycją jest też,   że co roku zapraszana jest  jakaś    ,, gwiazda ,,.   W tym roku był to kabaret   NEO – NÓWKA    🙂       Na ten czas ku ogromnej uciesze najmłodszych  do Budzynia przyjeżdża  też wesołe miasteczko.   Kilka  karuzel,  dla tych małych i starszych dzieci rozkładane jest co roku w tym samym miejscu i na nasze szczęście bardzo blisko nas.    Szczerze się przyznam,  że o tegorocznych dniach Budzynia zupełnie zapomniałam.  Majowe badania serca Zosi i złe wiadomości zupełnie przewróciły mój świat do góry nogami a zdenerwowanie,  strach i obawy nie odpuszczały ani na chwilę.   Nigdy wcześniej nie byłam z Zosią na karuzeli,  albo jej stan był poważny,  albo była przed badaniami……zawsze coś przeszkadzało.   Tak więc  wcześniej Zosia nie miała okazji pojeździć.    Spacerując z Zosią  z oddali zobaczyłam,  że karuzele zostały już rozstawione (  no i mnie olśniło )  a że z Zosi bystra dziewczynka i ona szybko zorientowała się,  że miejsce do którego lubi chodzić jakoś inaczej wygląda.  Z każdym krokiem jej zdumienie było coraz większe aż w końcu moja córka oniemiała.   Dotarłyśmy do celu  a  Zosia na przemian tupała z radości i krzyczała widząc tyle kolorowych pojazdów.  Przecież nie wiedziała jeszcze do czego zostały tam postawione i co będzie się działo dalej.   Jedno jest pewne,  okrzykom radości nie było końca  🙂    Panowie z obsługi byli tak mili,  że pozwolili mi jeździć z Zosią dla jej bezpieczeństwa  (  oj ciężko było bo ja nie znoszę  kręcenia w kółko  )   Jednak radość Zosi była ważniejsza i jeździłam dzielnie znosząc mdłości.   Kiedy weszłam z nią na górę, posadziłam do samochodu i karuzela ruszyła Zosia  była tak zaskoczona i zachwycona,  że  nie sposób ubrać to w słowa.   Patrzyłam na nią  z ogromnym wzruszeniem…. przed oczami przebiegły mi te najgorsze  miesiące w życiu Zosi,   to co musiała przejść………….  Dzieciństwo dla wielu dzieci  jest  walką o życie.  Tak  nie powinno być ! Nigdy tego nie zrozumiem i nigdy się z tym nie pogodzę  !!!!   Obserwując córeczkę  taką szczęśliwą jak nigdy przedtem,   słowa nie mogłam wydusić i musiałam hamować łzy wzruszenia….   Co się działo długo by pisać !   Dlatego  sami zobaczycie jak wygląda radość,  zachwyt i cała masa  szczęścia z kręcenia się w kółko   🙂    Każdego dnia jej radość była równie silna,  emocje nie opadały i mowy nie było by z nią tam nie pójść.   Jak tylko się budziła rączkami naśladowała prowadzenie auta i już  wszystko było wiadomo !!!   Mało tego cały tydzień był podporządkowany spacerom na karuzele.   No ale jak to bywa,  to co dobre szybko się kończy.   Tydzień  minął  w mgnieniu oka i karuzele zniknęły pozostawiając  tylko ślady na trawie.   Zosia była  smutna przez dwa dni….. oj było ciężko !   Trudno jej było wytłumaczyć dlaczego już nie ma  jej ukochanego miejsca.   Grymasiła, tupała, krzyczała….. cała gama emocji,  którym  po prostu pozwalałam dać upust.  Normalnie  zadawałaby pytania i uzyskałaby odpowiedź.   W naszej sytuacji jest to dużo bardziej skomplikowane……  Jeszcze przez kilka dni  by ją uspokoić, pierwszym punktem spaceru było właśnie miejsce po karuzelach.    W końcu zrozumiała i  kiedy przejeżdżałyśmy obok mówiła  ,, pa pa pa,,  a ja odetchnęłam z ulgą.   Do zobaczenia za rok…………jak bezpiecznie dotrwamy.   Tyle w skrócie o tamtych  cudownych dniach kochani i serdecznie zapraszam do galerii,  która powstała.

http://zosianowak.net/?page_id=2856

1-DSC_0432A ja się mobilizuję by skończyć wpis z podsumowaniem wakacji   🙂  Jestem prawie na mecie !  Wakacje dobiegły końca i mam niedosyt. Minęły zbyt szybko…….   Zapowiadane pogorszenie pogody nie napawa optymizmem.   Jesień czuć już w powietrzu,  liście zaczynają spadać z drzew a jarzębina ma już piękny czerwony kolor.  Cóż,  powoli czas pożegnać lato na rok.   Będziemy tęsknić……

Latowa panienka czyli – wakacyjne sprawozdanie :)

Niestety z powodów technicznych  wpis będzie opóźniony.   Robię co mogę by  zamieścić wszystko jak najszybciej.   Ja to nazywam złośliwością przedmiotów martwych i to zawsze wtedy,   kiedy najbardziej są potrzebne   😉    W dodatku kiedy zaczęłam przeglądać folder z lata  zdębiałam bo zielonego pojęcia nie miałam o ilości zrobionych zdjęć.   Jest ich tyle,  że teraz segreguję je i wybieram dla Was same perełki abyście mogli zobaczyć Zosi  latowe harce i swawole.     A dziś uchylę rąbka  tajemnicy.   Będzie cała masa pięknych zdjęć Zosi buszującej po łąkach i polach  🙂   I nie tylko 😉   Poznacie  Zosię…… w roli SPORTOWCA !  1-DSC_1244 1-_DSC07241-DSC_06131-DSC_0633

Na makowej……polanie !

Jakiś czas temu,  odkryta przez przypadek podczas porannego spaceru makowa polana…..  Piękna i chociaż niezbyt duża to Zosia była tak zachwycona,  że aż piszczała z radości !   I trudno się dziwić bo  to dość niespotykane,  znaleźć tak cudne miejsce w terenie zabudowanym   😉    Zielonego pojęcia nie miałam o jej istnieniu bo w tamte okolice nie zapuszczałam się już długi czas….  By urozmaicić Zosi widoki z wózka podczas spacerów wybierałam więc różne trasy,   takie na których jeszcze nie byłyśmy razem lub dawno nieodwiedzane.    Ni stąd  z zakrętu zobaczyłam to czarodziejskie miejsce i już nie utrzymałam Zosi w wózku  🙂   Pobiegła w sam środek makowej polany i zaczęła zrywać czerwono krwiste  maki w piękny bukiet.   Jak to Zosia,  raz pełna zachwytu,  raz roześmiana i radosna a czasem zamyślona…..  Chodziła pomiędzy makami i a ja patrzyłam i napatrzeć się nie mogłam.  Jak to dobrze,  że jest takie urządzenie jak aparat fotograficzny.   Można zatrzymać te cudowne chwile i wracać do nich,  kiedy przyjdzie nam ochota.   Do tych zdjęć będę wracać ze szczególnym sentymentem ……Oj tak !!!

Szkoda tylko,   że moja córka cieszyła się ową cudną polaną dwa dni….   Drugiego dnia bowiem jakiś pan mieszkający obok fuknął na nas a raczej na moją Zosię pytając wrednym tonem  – co ONA tam robi ???    Cóż najuprzejmiej jak potrafię   ( musiałam się wysilić  )   odpowiedziałam panu,   że moja córka spaceruje,  robi makowy bukiet i zachwyca się pięknym widokiem.   Polecam panu,  warto spróbować czasem  pocieszyć się życiem !    W odpowiedzi usłyszałam  głośne    łłuuuup    i  niemiły pan  zniknął za oknem.   I dobrze pomyślałam,  bo przecież nikomu innemu nie przeszkadzało to,   że Zosia sobie tam chodzi a mijało nas kilka osób.   Panu jednak wyjątkowo  było to nie na rękę…..    Trzeciego dnia już z oddali widziałam,   że maki znikły albo raczej zostały skoszone i zwiędłe leżały na resztkach zielonej trawy…..   Trudno było wytłumaczyć Zosi  co się stało,   wbiegła na skoszoną polanę i ze smutną miną popatrzyła na mnie żądając wyjaśnień.   Odruchowo spojrzałam w okno w którym dzień wcześniej usłyszałam zażalenie i zobaczyłam pana,  stał i gapił się  z satysfakcją,   jak próbuję wytłumaczyć Zosi dlaczego maki zostały ścięte.   Nie wytrzymałam i patrząc wprost na złośliwego dziada pokazałam mu co o nim myślę.   Zwiał i tyle go było w tym oknie…..  Po chwili wsadziłam Zosię do wózka i jak najszybciej pojechałyśmy dalej a ja myślałam jakim smutnym człowiekiem musi być ten pan,  jak przykre musi wieść życie !    Skoro przeszkadzało mu to,  że mała dziewczynka zrywała sobie maki,   że cieszy się z miejsca,  które było przecież piękne.   Przeszkadzało mu,  że  dziecko dostrzega to co dla niego było niewidoczne albo czarno białe…..   Smutny człowiek zrobił przykrość dziecku i wiem,  że zrobił to świadomie,  złośliwie i z satysfakcją !!!    ( Wywiad zrobiłam i stąd ta pewność )    No cóż….. nikt nie rodzi się idiotą, na taki tytuł trzeba sobie zapracować !!! Tyle z mojej strony.    A oto kilka zdjęć  Zosi  na owej polanie !

Dzień pierwszy !1-DSC_01411-DSC_0092 1-DSC_0136 1-DSC_0137 (2) 1-DSC_0141 1-DSC_0177 1-DSC_0200

Dzień drugi !1-DSC_0339 1-DSC_0343 1-DSC_0345 1-DSC_0354 1-DSC_0426 (2) 1-DSC_0420 (2) 1-DSC_0417 1-DSC_0399

Po trzech tygodniach postanowiłam sprawdzić czy maki odrastają,  niestety było dużo mniej kwiatów, polana została zniszczona i chyba bezpowrotnie…. Pana nie spotkałyśmy i chyba dobrze dla niego  😉     Może w przyszłym roku maki odrodzą się na nowo ???

Mimo, że maków nie było dużo, radość Zosi była ogromna !   Nawet tak niewiele czerwonych kwiatów ją uszczęśliwiło !!!   To się nazywa – radość z rzeczy małych  🙂   A może wcale nie takich małych ?????  1-DSC_0732 1-DSC_0739 1-DSC_0746 1-DSC_0796 1-DSC_0806 1-DSC_0881Następny wpis będzie raportem wakacyjnym w którym dowiecie się,  że Zosia spędziła je zdecydowanie aktywnie buszując po łąkach i polach,  czasem odwiedzając plan zabaw  🙂     I ważna informacja,   od września zmieni się co nieco na blogu.   Ponieważ nawarstwianie się zaległości  blogowych już mnie wkurza to postanowiłam,   że będę Wam codziennie choć w kilku zdaniach zdawać relacje z minionego dnia.   Tyle rzeczy się dzieje w życiu Zosi,   o tylu rzeczach ja chcę wam  opowiedzieć….     O bieżących postępach Zosi,   o tym co robi w ciągu dnia,    jak ćwiczy,    jak spędza wolny czas,   co lubi,   czego nie cierpi i nie znosi   😉    jak przebiega rehabilitacja…..    Tylko,  że jak siadam do kolejnego wpisu to nie daję rady opisać wszystkiego.   Więc postanowiłam pisać na bieżąco i to  już od września !    Uroczyście obiecuję wytrwać w postanowieniu !!!!   To takie moje szkolne zobowiązanie   😉   Skoro mojej córce udaje się tyle pracy wykonać jednego dnia i ja potrafię  !

Do końca wakacji pozostał tydzień   🙁    i już widać,   że zieleń przygasa,   pierwsze liście spadają z drzew a jarzębina jest już czerwona…..   Nam jest szkoda wakacji i lata…… Więc do końca będziemy w pełni wykorzystywać każdy dzień i czerpać ile się da !!!  Oby pogoda dopisała czego Wam i nam życzę !!!

Zatrzymać czas…………..

Noc przed wyjazdem nie zmrużyłam oka….nawet nie próbowałam się kłaść.  Wiedziałam,  że nie zasnę a nawet jeżeli to jak nic koszmar powróci.  Od jakiegoś czasu mam jeden i ten sam, powraca we jak bumerang i najprawdopodobniej tak już zostanie.  Jedno jest pewne, czas beztroski o serce Zosi skończył się bezpowrotnie….  Moja córka oczywiście  też prawie nie spała,  po trzech godzinach usypiania jej skapitulowałam i włączyłam dziecku bajkę by nie nie robiła hałasu w środku nocy.  Później dostała kredki i kolorowankę i tak przywitałyśmy poranek,  który był zimny,  wietrzny i deszczowy.   Pogoda była nieciekawa co jeszcze spotęgowało moje obawy albo raczej paniczny strach przed zbliżającym się wyjazdem i badaniami.  Nie potrafiłam się wyciszyć,  skupić czy choćby zająć myśli czymś innym.   Po południu pogoda się poprawiła,  przestało padać i wyszło słońce.   Cóż,  wzięłam to za dobry znak albo raczej uczepiłam się tej myśli na siłę by dotrwać do momentu aż usłyszę  całą prawdę.  Droga przebiegła spokojnie,  bez przygód i przykrych niespodzianek a Poznań przywitał nas piękną tęczą !   Czyżby kolejny dobry znak ?   Pomyślałam sobie,   że może nie będzie najgorzej.   Zosia była przygotowana do badania,  miała pokazane zdjęcia  pana doktora,  opowiedziane co będzie się działo i wyglądała na dość spokojną,  no może podekscytowaną.    Po wejściu do poczekalni rozsiadła się wygodnie i jak nigdy wcześnie  bez obaw  i strachu czekała no moment aż zostaniemy zaproszone do gabinetu.   Przed nami było dwoje małych pacjentów  wiec nie było szans na to by Zosia tak długo nie ruszyła się z miejsca   🙂    Zaczęła więc sobie spacerować,   przeglądać gazety  i witać się po kolei z każdym  w poczekalni.   W końcu nadeszła nasza kolej i w tym momencie zazwyczaj był protest małej pacjentki.  Ale nic takiego nie maiło miejsca,  weszła grzecznie do gabinetu,   przywitała się z panem doktorem i pokazała po co przyjechała rączką  wykonując kulisty ruch po klatce piersiowej.   Dla mnie szok !!!   Niemożliwe,  nie płacze- pomyślałam,  że to aż  niewiarygodne.   A jednak !!!   Rozebrała Zosię,  położyłam na kozetkę  a ona cudnie się uśmiechała……  Pan doktor przystąpiła do badania,  Zosia zalotnie go zaczepiała a ja ……………….zamarłam w oczekiwaniu.   Zawsze podczas badania Zosia płakała na przemian z krzykiem,  tym razem leżała spokojna,  zrelaksowana i uśmiechnięta.    Pan doktor był równie zaskoczony jak ja….  Zosię prowadzi od samego początku, to wspaniały specjalista z ogromnym doświadczeniem zawodowym. Jest  zawsze pogodny i uśmiechnięty czym zjednuje sobie sympatię małych pacjętów ale także i rodziców, których słucha uważnie i ze stoickim spokojem odpowiada na nasze pytania. To lekarz na którego mogę liczyć i gdy mnie coś niepokoi a zadzwonię zawszę usłyszę dobrą radę czy szereg wskazówek jak mam postępować.  Jest szczery i prawdomówny a przekazując  wyniki badań nie owija w bawełnę tylko  rodzic poznaje faktyczny stan  swojego dziecka.  Nie wyobrażam sobie by  Zosia miała innego kardiologa. Pan doktor Bartłomiej Mroziński to najlepszy z najlepszych !!!!   Obiecał,  że lampkę szampana za wczorajsze  zachowanie Zosi wypije bo naprawdę  to było niesamowite.    Przez prawie 6 lat  wykonywania przez pana doktora badań,  zawsze towarzyszył im krzyk i płacz aż tu nagle taka zmiana !!!   Zosia dorasta,  z małej dziewczynki przeistacza się w mądrą panienkę,  która już taka wiele wie…. tak wiele rozumie.  Stąd taka zmiana zachowania,  kontrola emocji i zrozumienie w tych jej  pięknych niebieskich oczach.    No a teraz co usłyszałam i jakie są wyniki  !!!

Gradient  RV- PA   bez zmian  czyli od 7 maja nie wzrósł.    I to bardzo dobre wieści.   Przez 3 miesiące  stanął w miejscu  chociaż to niczego nie gwarantuje.  Równie dobrze może okazać się,  że przy następnym badaniu wzrośnie.   To jest loteria, łut szczęścia czy jak ja wolę powiedzieć decyzja Pana Boga…..    Niestety w zastawce zrobiło się ciaśniej o kolejny milimetr……..  Reasumując i realnie patrząc na wyniki badań serca Zosi z ostatnich kilku miesięcy :  Stan serca Zosi pogarsza się i to jest nieuniknione.  Pewne jest, że tak będzie się działo tylko nie wiemy  jakim tempie.   Czy wzrost będzie przebiegał miarowo i spokojnie,  czy na przemian,   jedno badanie jak to wczorajsze będzie dawało nadzieję na wydłużenie czasu do następnej operacji a w kolejnym  okaże się,  że jest gwałtowne pogorszenie.  Ostatnia opcja to ta najgorsza to taka,  że nagle  wzrośnie pogorszenie i już będzie trzymać nie odpuszczając.   Scenariuszy jest kilka,  który  będzie dotyczył Zosi ???  Zobaczymy !  Gdybym miała moc zatrzymania czasu zrobiłabym to przynajmniej na kilka lat……….. ale nie mam.

Badanie wysyłam do profesora Malca i poczekam na jego opinie. Wiem też, że rokowania co do kolejnej operacji się skróciły, pierwotnie przewidywano 8 lat  jednak po majowym skoku gradient sytuacja uległa zmianie.  Kolejna operacja będzie szybciej to już wiem, nie wiem tylko o ile.   Co mi pozostaje ?????????????????    Wierzyć w najlepszą opcję i zaufać Bogu prosząc Go o jak najwięcej czasu dla Zosi….. A ja muszę wziąć  się w garść,   przetrawić to co stało się faktem i cieszyć się dniem dzisiejszym nie wybiegając za bardzo do przodu i nie snuć złych scenariuszy.    Tak,   łatwo się pisze,   bo do maja perspektywa kolejnej operacji była ale zamieciona pod dywan i myślałam,  że mamy jeszcze sporo czasu.   Nie martwiłam się więc,  byłam skoncentrowana na rehabilitacji Zosi,  na jej edukacji i na tym by była jak najszczęśliwsza.   Teraz zmora z pod dywan wyszła i ujrzała światło dzienne,   wróciły koszmarne wspomnienia i dlatego jest tak trudno.   Muszę tę bestię oswoić,   przyzwyczaić się do tego co nieuchronnie się zbliża i zaakceptować jakoś to co ma nastąpić.   Jeszcze nie wymyśliłam jak to zrobię ale będę próbować bo Zosi jest potrzebna silna i dzielna mama a nie emocjonalny mięczak.   Nie mogę w żadnym wypadku się załamać bo moje dziecko mnie potrzebuje a będzie potrzebowało jeszcze bardziej…….   W sumie to bardzo trudno jest mi dziś zebrać myśli i jeżeli wpis okaże się chaotyczny i nieskładny, wybaczcie…..  Tyle wiadomości dotyczących serca Zosi.   Na dziś jest nieźle,  córka jest ze mną w domu i nic złego się nie dzieje.  Przecież wczoraj to już historia,   jutro to wielka niewiadoma a dziś to dar od Boga.   Będę więc każde  ,,dziś,,   wykorzystywała maksymalnie i najlepiej jak to możliwe.   Okazując Zosi swoją miłość i dając jej poczucie bezpieczeństwa.   Będę stawać na rzęsach………..by była szczęśliwa.   Co ma nadejść i tak nadejdzie nieuchronnie,  wtedy stanę do walki by się z tym zmierzyć……. i będę bardzo potrzebowała Waszego wsparcia i pomocy  !1-DSC_0686

Co to za mina Zosi,   nie pytajcie bo sama nie wiem.  Trochę radości,  zdziwienia i satysfakcji z cudownego zachowania chyba   🙂    1-DSC_0685

Kolejny wpis będzie typowo wakacyjny….. o pewnej pięknej makowej polanie !   A teraz  zmykam kochani,  życząc Wam  spokojnych i słonecznych dni i przekazując uśmiech Zosi 🙂1-DSC_0592

 

Byle do wtorku……….

Moje zdenerwowanie sięga zenitu….. kiedy zasnę,  mam koszmary!  Chyba lepiej  bym nie kładła się do wtorku…………..  Obserwuję Zosię ……ciągle ! Sprawdzam parametry kilka razy dziennie, notuję wszystkie skrupulatnie. Obserwuję ją kiedy śpi………..uwielbiam na nią patrzeć, taką spokojną. Tak słodko wygląda kiedy śpi……   Znam na pamięć jej każdy milimetr ciała,  każdy pieprzyk,  kształt palców,   każdą bliznę przypominającą o cierpieniu i walce o życie.  Nic nie umknie mojej uwadze, wszystko mam zapisane w pamięci….. I kiedy do mojej świadomości dociera wiadomość, że  być może znowu nadejdzie czas dla mojej córeczki w którym ból i cierpienie będą zbierać żniwo………….. czas kolejnej bitwy o życie…………….zamieram !

Czasem szukam ukojenia w dobrym słowie,  czasem w piosenkach znanych od lat , czasem w wierszach………… szukam i znajduję.   To jedna z metod mojej terapii  😉   Bo największe ukojenie daje mi Zosia !    Jej uścisk,   całus,   jej ręce zawieszone  na mojej szyji,   oczy – te cudne,  niebieskie oczy,  otulone firanką długich rzęs tak ufnie  we mnie wpatrzone,   jej cudowny uśmiech,  który koi moje zbolałe serce…………..  Ona daje mi siłę – moja córka,  która jeszcze niczego nie jest świadoma.  Nie wie jak bardzo ma chore serce,  nie wie co ją czeka,   ale jednego może być pewna –  mojej miłości i tego, że  nie ważne co będzie się działo…… ja zawsze będę przy niej !!!

Znalazłam wczoraj piękny wiersz,  który znam już na pamięć…..  Zamieszczam bo warto!    Autor :  Krzysztof Cezary Buszman Krzysztof Cezary BuszmanWiersz ze mną pozostanie, dołączył do moich ukochanych !   Autor również i na pewno przejrzę całą twórczość poety.  A tym czasem staram się wytrwać i cieszyć chwilami trzymając  Zosię w ramionach !   Żegnam się  dziś  słowami   ,, Po stokroć trzeba w cuda wierzyć,,   – bo we wtorek  ma zdarzyć się cud !1-DSC_0366cdc

Proszę Was o pozytywne myśli…………

……ufffff jak gorąco !

Trudno mi usiąść na dłużej do komputera….   Zaległości we wpisach się piętrzą ale  myślę,  że w przyszłym tygodniu nadrobię !!!

Te upały strasznie osłabiają Zosię….. i jej serce. Jej poświęcam każdą sekundę dnia tak by czas szybciej biegł i dzień mijał na zabawie.  Układanki, puzle, kredki, farbki, ciastolina, klej –  w ciągłym użyciu  🙂    Rehabilitacja zmniejszona do minimum….   Zosia po prostu  nie daje rady i tyle !

Spacery wczesnym rankiem odwołane bo mała jest już tak zmęczona, że po prostu śpi…..

Wieczorem próbuje nadrabiać domowe zamknięcie i cieszyć się spacerami.  Mimo nadchodzącego zmroku,  nie chce wracać do domu.

Dziś też pewnie nie wyjdziemy wcześniej jak po 20.00

Kochamy lato ale………. nie takie upały.  Dla mojej Zosi taka gorączka to cichy zabójca a ja drżę o jej życie …………zawsze !  Wtorek to dla nas długo wyczekiwany dzień…. Poznamy co dzieje się z sercem Zosi !!!  Jedziemy na te  jakże ważne badania i szczerze,  jestem przerażona tym co mogę usłyszeć………..  Gorsza jednak od wiedzy i wyników jest niepewność dlatego badania zostały przyspieszone o trzy tygodnie.   Wszystko w rękach  Boga…….  Staram się myśleć pozytywnie   😉  Tyle tylko, że to nie łatwe  jak się wie  co nas czeka przy niepomyślnych wynikach.  Byle do wtorku……….. Na pewno napiszę !   Ściskamy Was mocno !!!1-DSC_0993