Rzecz o wyjatkowych książkach dla…. wyjątkowych dzieci czyli ,,Papierowy Smok,, – Żanety Bartoszek

No tak,  nie łatwo mi będzie zrobić wpis dzisiejszy bo sprawa jest dość trudna.   Z językiem migowym jesteśmy dopiero na początku drogi a właściwie dopiero co otworzyłyśmy furtkę by na tę drogę wyjść !    I nie łatwo jest uczyć  Zosię języka migowego,  sposób znaleźć  trzeba taki,  by znak który ją uczymy i który pokazuje- rozumiała !    Musi wiedzieć co  miga – mówi !    Pomocy dydaktycznych dla dzieci niestety zupełnie brak.   Mało kto myśli o takich właśnie wyjątkowych dzieciach i o tym,  że dużo łatwiej by było nauczyć je mówić- migać  mając do dyspozycji podręczniki czy leksykony specjalnie dla dzieci przygotowane.   Jeden jedyny szkolny słownik języka migowego  jaki udało mi się zdobyć  to zaledwie kropla w morzu potrzeb.   I co z tym fantem zrobić ???   By dla dziecka było oczywiste co miga- mówi,   potrzeba oprócz znaku języka migowego również ilustracji i jeszcze najlepiej od razu zaistniałej sytuacji by znak zastosować.   W przypadku przymiotników czy  rzeczowników sprawa jest trochę łatwiejsza bo  zazwyczaj  wystarcza załączony do znaku obrazek.

Dużo trudniej jest  uczyć czasowników w języku migowym bo to one przedstawiającą dziejące się czynności oraz niektóre stany.   Czasowniki są nazwami czynności jakie wykonują w danym czasie istoty żywe,  narzędzia lub maszyny,  oraz są  nazwami stanów,  w jakich te istoty bądź przedmioty się znajdują.    I tu robi się pod górkę  bo sam obrazek często jest nie wystarczający.    Dlatego ja z polecenia specjalistki oczywiście  o uczuciach, stanach,  emocjach i czynnościach  w języku migowym uczę Zosię sytuacyjnie.    Tak łatwiej zapamiętuje znak bo utrwala sobie nie tylko widziany obrazek ale sytuację w której użyłyśmy znak migowy i zapamiętuje go szybciej.    Gdy sytuacja się powtarza np.  gniew lub płacz;   Zosia od razu miga- mówi  używając odpowiedniego znaku.   Niestety sama muszę przygotowywać takie plansze….  Znalazłam tylko w jednym miejscu gotowe karty pracy dla dzieci z językiem migowym ale koszt zakupu owych kart zwalił mnie z nóg !!!     No chyba,  że znajdzie się sponsor,  to bardzo chętnie poproszę o zakup tych jakże pomocnych kart pracy dla Zosi…..

Tak też powstały nasze plansze z alfabetem i to w dwóch różnych wersjach by ułatwić szybsze  przyswojenie znaków  Zosi !    Że się napracowałam nie powiem ale było warto bo  nauka idzie szybciej,  łatwiej i przyjemniej !     Sam film instruktażowy jak migać,   czyli jak prawidłowo ułożyć dłonie,  palce i w którą stronę odbywa się ruch dłoni w danym znaku  jest niezbędny by uczyć się migać prawidłowo.    Ale karta pracy pomaga Zosi zapamiętać i skojarzyć  dany znak do konkretnej rzeczy,  czynności czy sytuacji !    I to jest najważniejsze  bo nie liczy się ilość ale jakość.   Co z tego,  że nauczę ją migać kilkanaście znaków tygodniowo jak zupełnie nie będzie tych znaków rozumiała i nie będzie mogła ich stosować prawidłowo !   Jak widzicie sprawa jest bardzo skomplikowana i dość złożona !     Nie łatwo jest uczyć się języka migowego…..   Nasz dom obklejony jest już planszami pomocowymi w sporej ilości  co znacznie ułatwia  utrwalanie znaków Zosi.     W kuchni,  w łazience,  w korytarzu,  w pokoju a nawet wewnątrz szafy przy ubraniach  🙂      Gdzie tylko mogę  mocuję plansze bo gdy np.  wychodzimy na spacer powtarzamy znaki odpowiednio do kolejności wykonywanych czynności czyli :  ubrać się,  czapka,  kurtka,  szalik,  buty,  otworzyć,  drzwi,  iść,  spacer,  ulica,  uwaga….. itd.    I to jest najlepszy sposób nauki jaki sprawdza się u Zosi.    Sytuacyjnie i zawsze z planszami.    Film instruktażowy jest potrzebny tylko na początku by upewnić się,  że nowo poznany znak dobrze migamy – mówimy !!!     A tak prezentują się nasze plansze z alfabetem  🙂  alfabet migowy 1alfabet migowy 2Tak to właśnie ma się sprawa z kartami pracy dla dzieci niesłyszących  a co tu dopiero pomarzyć o książkach specjalnie dla nich przygotowanych.    Specjalnie czyli jak  ???    A tak,  by same,   kiedy opanują już podstawowy poziom języka migowego mogły sobie bajkę przeczytać.   I znajdź ty matko taką książkę dla dziecka swojego.    Matka szukała,  szukała,  internet przeczepała i znalazła jak do tej pory dwie !!!!   Albo  AŻ  DWIE  !!!

Pierwszą już jakiś czas miałam na oku i było to jeszcze wtedy,  kiedy nauka języka migowego przez Zosię nie była ani oczywista ani przesądzona.   Stało się jednak inaczej i potrzeba posiadania takich książek  pojawiła się automatycznie.    Jakiś czas temu znalazłam stronę http://bajkawjezykumigowym.wix.com     i natychmiast znalazłam ich również  na facebook      https://www.facebook.com/KsiazkaDlaDzieciWJezykuMigowym?fref=ts       Polubiłam bo inaczej być nie mogło,  napisałam i po wpłaceniu tylko kosztów wysyłki,  książka została wysłana dla Zosi  ZA DARMO !!!!     Jest to piękna i mądra historia z morałem oczywiście i chociaż Zosia potrafi tylko kilkanaście znaków z niej  odczytać  jest z książki zachwycona !!!  Mam nadzieję, że już wkrótce sama będzie mogła ją przeczytać od początku do końca !!!

Autorką książki jest wspaniała kobieta,  Żaneta Bartoszek !!!     I choć się nie znamy osobiście i pewnie się nie poznamy,  to  ktoś kto robi tak wspaniałe rzeczy,  pisze tak wspaniałe książki,  sam wspaniały być musi !!!     Publikacja ta dedykowana jest dla wszystkich dzieci  a zwłaszcza głuchych i słabosłyszących.    Bajka jest pięknie opowiedziana;   ,, zabiera dzieci w magiczną przygodę do zaczarowanej krainy,  gdzie czeka je spotkanie z zielonym,  papierowym smokiem,, !      Ula i jej brat są na wakacjach u babci,  kto im towarzyszy,  kogo poznają podczas swojej przygody i jak wybrną z opresji ?     Tego dziś nie zdradzę ale my z Zosią bajkę przeczytałyśmy jednym tchem a Zosia siedziała i te znaki które rozpoznała pięknie migała !!!    Piękna i wyjątkowa bajka dla wyjątkowych dzieci  !!!     POLECAM !!!      Na dziś tyle,  my uciekamy czytać naszą wspaniałą bajkę i jednocześnie uczyć się języka migowego !   Wam kochani  przedstawiamy początek  całej  przepięknej przygody  Uli i jej brata…..skanowanie0001 skanowanie0002 skanowanie0003 skanowanie0005 skanowanie0006Następny wpis będzie o kolejnej wyjątkowej książce….. i nie tylko !

Nadal ośmielamy się prosić Was o ten  MAGICZNY  1%……  1-DSC_0501

DZIĘKUJEMY….. ŻE  JESTEŚCIE  !!!

Moja CÓRKA – moja BOHATERKA !!!

Jesteśmy po kolejnej wizycie w Centrum Stomatologii   http://www.kul-dent.pl/  !   Wizyta była wyznaczona na czwartek na 17.00 !!!    Oczywiście ja od rana się już denerwowałam…. a jakże !   Cały miniony tydzień bawiłyśmy się w panią stomatolog i pacjenta.   Rzecz jasna ja byłam pacjentką a Zosia bardzo zaangażowaną i stanowczą panią doktor 😉    Po kilku dniach  miałam jakby mniej ochoty na ową zabawę ale moja córka potrafiła sprawić bym rozdziawiała buzię na całą szerokość  🙂   Jak nie po dobroci to siłą wymuszała na mnie  współpracę w zabawie.    Nie miałam wyjścia bo jak to mówią kij ma dwa końce.    Gdybym nie chciała się z nią bawić i nie otwierałabym buzi,  jak nic Zosia zrobiłaby to samo w w gabinecie.    Bo skoro jej mama nie współpracuje to dlaczego ona ma to robić  ????     Posłusznie i ze stoickim spokojem poddawałam się wszelkim zabiegom dentystycznym serwowanych mi ze skrupulatnością przez moją córkę !     Moja mała pani doktor doskonale sobie radziła,  wystarczyła jedna wizyta w gabinecie by zapamiętać kolejność zabiegów i później je odtwarzać !    Ta jej fotograficzna pamięć i naśladowanie dorosłych  jest niesamowite,  choć czasem bywa uciążliwe.   Tak sobie po cichutku w myślach marzyłam,  że może pominie choć jedną czynność ale gdzież tam…  Nie łudź się mamo bo nic z tego !!!

By jeszcze bardziej oswoić Zosię z wizytą w gabinecie  i zminimalizować jej strach znalazłam super zestaw do zabawy w dentystę !    Zestaw ów  zawiera głowę małpy,  której z ciastoliny trzeba zrobić zęby, zamocować je w jej buzi i później można już tylko oglądać je lusterkiem,  borować w nich, oglądać, stukać , pukać  i co tam sobie Zosia wymyśli.     Niestety owa małpia głowa nie przypadła Zosi zbytnio do gustu,  narzędzia jak najbardziej tak ale w zastosowaniu u prawdziwego pacjenta czyli mnie.    Cóż,  chyba zadatków na weterynarza Zosia nie ma  😉     Za to na dentystę jak najbardziej   🙂     Do zestawu był też dołączony lniany fartuszek lekarski  i stetoskop !    Tak to oto poza obowiązkowymi zajęciami bawiłyśmy się w wolnym czasie!   Ja pacjent znoszący oglądanie,  borowanie,   spryskiwanie z naprzemiennym osuszaniem zębów,  opukiwaniem ich z siłą niemałą przez moją nad wyraz troskliwą panią doktor Zofię, udawałam dzielnego pacjenta !!!   Aż się prosić rzec – sama sobie zgotowała ten los  😉    Ale cel uświęca środki więc warto było !!!  Dodatkowo nasze karty obrazkowe były w użyciu i znaki migowe !

Nadszedł ów czwartek i powoli zbliżała się godzina wyjazdu,  Zosia była nad wyraz spokojna za to ja przeciwnie.    Zaczynam wątpić w to, kto w tym  naszym domu  jest bardziej opanowany  😉    Myślałam,  że ja  a tym czasem okazuje się,   że moja sześcioletnia córka mimo iż wiedział dokąd jedzie i co będzie się działo zachowywała się doroślej niż ja…..    Kolejny już raz dowiodła jak jest mądra i dojrzała na swój wiek.   A ja z bólem brzucha ze zdenerwowania i panicznym strachem o jej reakcję na miejscu….. tłukłam się z myślami.     Gdy wiem co czeka moje dziecko i że może towarzyszyć jej ból….  moje serce pęka na miliony kawałków…    Zosia jest wszystkim co mam,  moje ukochane i jedyne dziecko…..     Ciocia Beata po raz drugi nam towarzyszyła,  ofiarując swoje wsparcie i będąc jednocześnie naszym kierowcą !    Dojechałyśmy na miejsce i po wejściu do Centrum Stomatologii oczekiwałam na płacz Zosi.     Tak, była zdenerwowana,   już nie potrafiła tego ukryć ale mimo to dzielnie się trzymała,  przywitała się  ze wszystkimi i co zrobiła ?????  Nie usiadła się w poczekalni tylko SAMA  pomaszerowała do gabinetu którego drzwi były otwarte.    Poszłyśmy za nią z całym naszym bagażem,  który był sporawy  😉     Pomijając torbę z dokumentami,  pulsoksymetrem,  środkami do dezynfekcji stomii,  małpką która jeździ z Zosią teraz wszędzie,  miałam też naszą spódniczkę tutu.    Nagroda za bycie dzielną pacjentką !    Po wejściu do gabinetu spódniczka zawisła na drzwiach…  Plan był taki jak poprzednio,  ciocia kładzie się na fotel,  na nią kładziemy Zosię i ja jestem tuż koło niej,  trzymam ją za ręce i uspokajam mówiąc co ma robić !

Plan sobie mógł być ale nie został zrealizowany bo moja CÓRKA TO BOHATERKA  !!!    SAM USIADŁ NA FOTEL  !!!     Nikt,   ale to nikt jej nie kazał,   po prostu SAMA TAK ZDECYDOWAŁA   i już  !!!     Pomimo strachu jaki widziałam w jej oczach,  niepokoju,   który malował się na jej  buzi i ogólnego zdenerwowania  zachowała się najdzielniej na świecie !!!!     I wszystkich nas wprawiła  w zdumienie,  ciocię Beatę,  pana doktor,  panią pielęgniarkę i MNIE !     Zanim przystąpiono do zabiegów na ząbku,   Zosia pozwoliła mi zrobić kilka zdjęć a że ręce mi drżały nie są najlepsze….  Byłam tak dumna jak i zdenerwowana….   Moja odważna córeczka siedziała tam zupełnie bez przymusu i oczekiwała na to co ma nastąpić dzielnie zwalczając strach !!!!    Aparat szybko schowałam,  podłączyłam jak ostatnio do paluszka Zosi pulsoksymetr by monitorować  bicie jej serca i saturację.  Chwyciłam ją za rączki,  patrzyłam w oczy i chwaliłam,  uspokajając ją gdy  ona dzielnie znosiła  leczenie ząbka.     Otwierała buzię bez sprzeciwu,  przepłukiwała usta.   Najtrudniej było gdy pani obłożyła ząb  gazikami,  odruch wymiotny był natychmiastowy i szybko trzeba było się pozbyć gazików  z buzi Zosi.    Wiedziałam,  że tak będzie  dlatego ostatni posiłek podałam Zosi trzy godziny przed wyjazdem i jej żołądek był pusty.    Skończyło się na odruchu wymiotnym,  kilkukrotnie powtórzonym……    Ciocia Beata stała tuż obok,  podawała chusteczki i wodę do płukania ust, chwaliła Zosię i uśmiechała się co dodawało jej otuchy !  Małpka na kolanach Zosi, którą mocno trzymała też wypełniła swoje zadanie. Niezły z nas zespół !   Ja i tak  nie mogłam wyjść z podziwu ile w mojej córce drzemie odwagi !!!!    Po wszystkim  Zosia zeskoczyła z fotela i ubrana została w swoją spódniczkę  tutu –  w nagrodę bycia  Najdzielniejszą Pacjentką Świata !!!    Dopiero wtedy  dała upust swoim emocjom i się rozpłakała !!!

Po wyjściu z gabinety szybko jednak się uspokoiła,  otrzymała dyplom dzielnego pacjenta do naszej kolekcji, tradycyjnie już zabawkę i  umówiłyśmy kolejną wizytę.    Swoim zwyczajem moja córka pożegnała się ze wszystkimi i opuściłyśmy Centrum Stomatologii chcąc już wracać do domu.  W samochodzie  żaliła się nieustannie popłakując jeszcze  ale  widać było ulgę na jej buzi !     W domu trochę trwało za nim zupełnie się uspokoiła,  tak jest u Zosi,   że emocje biorą górę już po wszystkim.   Dopóki trwa w oczekiwaniu i jest w trakcie badań czy zabiegów moja córka trzyma się dzielnie.  Upust żalu,  czasem gniewu,  przychodzi po wszystkim.     W spódniczce paradowała do samego wieczora,   zresztą nawet nie próbowałam ją prosić  o jej zdjęcie.   W końcu jak nagroda to nagroda.    Wieczór minął nam spokojnie,  obejrzałyśmy  Dzwoneczka i sekret magicznych skrzydeł,   Zosia też kolorowała i wycinała różne kształty i postacie.    Wycinanie ostatnio bardzo polubiła,  być może dlatego,   że wycina z coraz większą łatwością.   Cóż,  praktyka czyni mistrza.    Nie chciała ćwiczyć;  nic z logopedycznych zadań ani z języka migowego.   Nie nalegałam….. należał jej się spokój i robienie tego na co miała ochotę !!!   Wieczorny masaż dla relaksu trwał  dwa razy dłużej niż zazwyczaj  😉   Jak nagradzać to po całości !!!

Że pękam z dumy to oczywiste !!!  Ponownie moja córka dowiodła jak jest wyjątkowa, dzielna….BOHATERSKA !!!  Wiedziałam to w chwili jej narodzin, od momenty gdy spojrzałam w jej cudne niebieskie oczy….  Ta mała dziewczynka,  każdego dnia utwierdza mnie w przekonaniu,  że trzeba być dzielnym,  odważnym i mimo strachu nie poddawać się.    A mnie jest po prostu wstyd,  bo przy niej ja jestem szara,  mała i co najbardziej oczywiste jestem  wielkim tchórzem !1-DSC_0737 1-DSC_0738 1-DSC_0744 1-DSC_0747 1-DSC_0746 1-DSC_0748 1-DSC_0752Nasz zestaw  dentystyczny  🙂bnbnb

Uwaga- ,, Duże Sprawy w Małych Głowach ,, !!!

Poszłyśmy dziś na spacer po prawie dwóch tygodniach siedzenia w domu.  Ból zęba i opuchnięta buzia, antybiotyk…. Trzeba było przeczekać a i pogoda była w kratkę.  Dziś spotkałyśmy na spacerze dziewczynkę, młodszą od Zosi o 2 lata, która chciała się z nią pobawić. Pozwoliłam oczywiście bo Zosia strasznie lgnie do dzieci a dziewczynka wydawała się bardzo otwarta i bezpośrednia.

Moja córka  chwyciła dziewczynkę  za rękę,  przywitała się i przytuliła ją !

Tak po prostu ma,  tuli nawet tych dużych i dorosłych, których nie zna 🙂

Dziewczynka zaczęła opowiadać coś Zosi, nie usłyszałam co, bo byłam trochę dalej by nie krępować dziewczyn 😉

Nagle dziewczynka spojrzała w moją stronę ze zdziwieniem na buzi….

Podeszłam i zapytałam co się stało ???

Z daleka całą sytuację obserwowała też mama dziewczynki.

Usłyszałam – a czemu ona tylko się śmieje, krzyczy i nic nie mówi….?

Opowiedziałam szybko, że Zosia ma chore serduszko, musiała je mieć naprawione ale było to bardzo trudne i jak już udało się je uratować to okazało się, że Zosia przestała słyszeć.

Dlatego Zosia nie mówi jak inne dzieci…..!

Dziewczynka popatrzyła na Zosię chyba troszkę zakłopotana i spytała – to jak ona się bawi ?

Jak ja mam się z nią bawić ???

Zosia dalej stała i trzymała dziewczynkę za rękę…

Patrzyła bacznie na naszą rozmowę i czekała.

Wiesz kochanie,  powiedziałam do dziewczynki – baw się z Zosią tak jak z innymi dziećmi tylko musisz jej wszystko pokazywać, by Zosia wiedziała jak chcesz się bawić.

Musisz jej pokazać rączkami dokąd iść i co zrobić a Zosia Cię zrozumie.

A czy Zosia kiedyś będzie mówiła ?

Zapytała dziewczynka – wiesz kochanie, każdego dnia bardzo ciężko ćwiczy i może kiedyś będzie mogła mówić ale teraz jej mowa to znaki, które pokazuje rączkami.

W taki sposób Zosia rozmawia…..dzisiaj.

Ojej, to ona ma chyba bardzo ciężko- odpowiedziała dziewczynka.

To smutne, że nie może słyszeć.

A czy Zosię boli serduszko i uszka ?

Nie, teraz nie ale przyjdzie taki czas, że serduszko Zosi znowu trzeba będzie naprawić i wtedy troszkę będzie ją to bolało.

A uszka nie bolą, one tylko nie umieją słuchać ……

Bardzo mądra i dociekliwa była ta dziewczynka…..:)

Ujęła mnie tym bardzo.

Pobawiła się trochę z Zosią, pobiegały, pośmiały się i mowa okazała się zbędna 😉

Po kilu minutach dziewczynka trzymając Zosię za rękę podeszła do mnie – muszę już iść, powiedziała.

Zosia jest bardzo wesoła i ciągle się śmieje, lubi się też dużo przytulać.

A wie pani dlaczego Zosia ma chore serduszko ? Ja mam zdrowe i uszy też mam zdrowe !

Nie kochanie – odpowiedziałam – nie wiem dlaczego serduszko Zosi jest takie chore….

Może się zepsuło bo dużo płakała ?……

Nie zdążyłam już odpowiedzieć bo w tej chwili mama dziewczynki zawołała ją.

To cześć Zosiu, trzymaj się, może się jeszcze tu spotkamy…

Zosia dała jej cześć i dziewczynka pobiegła do mamy.

Nigdy nie pisałam o takich sytuacjach czy spotkaniach z innymi dziećmi i pytaniach jakie zadają po odkryciu, że Zosia nie mówi…. Ale teraz powód jest szczególny.  A mianowicie grupa cudownych, zakręconych by nie użyć słowa tęczowych wariatów  :), którzy wpadli na pomysł napisania książki o różnych chorobach, niepełnosprawności czy jak kto woli inności.   W bardzo prosty, przystępny i rzeczowy sposób chcą opowiedzieć w swojej książce o niepełnosprawnych dzieciach !!! Książka bardzo ale to bardzo potrzebna !!!    Nam, rodzicom chorych dzieci jak i całej reszcie świata !   Mało tego, szalony TEAM książkowy zamarzył sobie,  żeby ta publikacja była zupełnie darmowa.    BEZPŁATNIE !!!!  Żeby rozdać tyle egzemplarzy, ile to tylko będzie możliwe i dla wszystkich chętnych.   Dlatego potrzebują pieniędzy…..  Zbierają pieniądze by móc wydrukować  tę niesamowitą książkę i  umówili się z portalem Polak Potrafi,  że w 45 dni zbiorą 10 000 zł.    Jeśli im się uda- portal przekaże całe pieniądze,  jeśli nie- nie dostaną nic  a pieniądze wrócą do Darczyńców.

Kochani wesprzyjcie  kto morze i na ile morze !!!  Projekt wspaniały, ludzie cudowni a sama książka bardzo potrzebna !

KLIK, KLIK TU TU TU…..  http://polakpotrafi.pl/projekt/duze-sprawy

autyzmO jak cudnie było by  mieć taką książkę i móc w prosty,  rzetelny sposób opowiedzieć dzieciom jak to jest gdy kolega czy koleżanka są troszkę inni….  I nam dorosłym  jest ona potrzebna gdy dzieci zasypują nas pytaniami spotykając  niepełnosprawne dziecko.  Nam  często brakuje słów by  tak po prostu wytłumaczyć dlaczego np. Zosia ma chore serduszko, dlaczego miała rurkę w gardle, dlaczego nie mówi, jak się porozumiewa….. Na spokojnie w domu, siedząc na kanapie i czytając dziecku moglibyśmy opowiedzieć o właśnie takich trochę innych ale jakże pięknych i cudownie dzielnych dzieciach !!!   I ja choć mam tak niewiele dołożę tę swoją skromną cegiełkę, bo marzy mi się by i Zosia mogła mieć w domu taką książkę !!!   Grosz do grosza…..  Wieli podziw i szacunek dla  SZALONEGO TEAMU KSIĄŻKOWEGO !!!!   POWODZENIA !!!!

Zdjęcia ze spaceru…. jeszcze dziś !

 

TUTU :)

Dziś o robótkach ręcznych,  które nie są moją najlepszą stroną ale coś tam zrobić potrafię  🙂  Tutu  to  nazywa  spódniczki wykonanej z tiulu.  W modzie dziecięcej panuje  na nie szał  już od jakiegoś czasu.   W modzie damskiej zresztą też  🙂   Na początku były to spódniczki do tańca,  głównie baletu ale jakoś tak wyszły poza ramy i można je zakładać naszym dziewczynką do leginsów czy rajstopek.   Zosia miała  taką tutu w kolorze żarówkowej zieleni.   Miała,  bo wyrosła i spódniczkę wydałam dalej.   Była na szerokiej gumie i z doszytym maszynowo pomarszczonym tiulem wokół.  Lubiła ją zakładać i to nawet na inne sukienki.   Cóż nasz budżet absolutnie nie przewiduje zakupów odzieżowych,  wydatków jest więcej niż dochodu więc nie ma co się czarować i przestać marzyć,  że będzie lepiej…..  Zosia ma w co się ubierać i pewnie co niektórzy pomyślą,  że mi palma odbija bo wymyślam….. Krytyka w delikatnej wersji  😉

Ale postanowiłam poszukać,  poszperać,  rozejrzeć się tu i tam w sieci i stwierdziłam,  że na kupno nowej czy nawet używanej pozwolić sobie nie mogę by sprawić radość Zosia ale……. zrobię taką tutu sama !    Ha !!!!   Ja  i robótki ręczne a już zrobienie spódniczki ???   Żarty !  Ale co tam , nie taki diabeł straszny….    Ponoć wystarczy zszyć tylko gumkę a reszta jest bez szycia !!!    Więc co tam,  muszę dać radę !    Znalazłam na You Tube  kilkanaście filmików instruktażowych.   Wybrałam jeden bardzo pomocny,  obejrzałam i stwierdziłam,  że bułka z masłem  🙂     Tiul kosztował mnie 15 zł,  kupiłam trzy kolory.    Zakup gumki o szerokości 5 cm to koszt  2 zł.    Cały wydatek  🙂     Teraz tylko zabrać się do dzieła.    Zostawiłam sobie to zajęcie na dziś,  córkę by nie kusiło ją pomaganie mamie w pierwszej i najważniejszej fazie tworzenia spódniczki wsadziłam do huśtawki.   Bez krzywdy dla Zosi oczywiście bo huśtać się uwielbia a zadowolenie malowało się na jej buzi !    A ja przystąpiłam do dzieła mając oczywiście córkę na oku.   Rozłożyłam tiul na podłodze,  poskładałam  i wymierzyłam  tak by ciąć w odpowiedniej długości i szerokości paski.   Zosia jest szczupłą dziewczynką ale dość szybko rośnie w górę więc postanowiłam,  że nasza tutu będzie dłuższa by starczyła jej na jakiś  czas.    Cięłam więc pasy o długości 150 cm i szerokości 7 cm.   Zosia powinna mieć spódniczkę mniej więcej do za łydkę  🙂   Czyli dość długą !    Tak jak myślałam,  dopiero co skończyłam ciąć paski a Zosia już manifestowała i domagała się wyjęcia siebie z huśtawki.   Ależ oczywiści,  jak mama coś robi i to coś ciekawego, czego jeszcze wcześniej nie robiła,  to Zosia nie może  nie pomagać.

Teraz było już bezpiecznie i nawet pomocnica  się przydała !    Nożyczki schowane,  pasy pocięte,  ułożone kolorami,  gumka dopasowana wcześniej i zeszyta.   Zrobiłam ciut luźniejszą a że to guma więc nawet jeśli cudem Zosia by przytyła to i tak długo będzie w pasie dobra.   No i zaczęłyśmy pracę, Zosia podawała mi po dwa pasy z koloru a ja według instrukcji przekładałam je przez gumkę !  Naprawdę nic trudnego, wręcz banalnie łatwe,  kilka pasków nawet sama Zosia zrobiła  🙂    Minęło z pół godziny i nasza tutu była gotowa.  Teraz wystarczyło powiesić ją na wieszak i wyrównać  dół spódniczki.   Kilkanaście pasków odstawało długością od reszty a że to tiul wystarczyło odciąć co za długie i już !    Mała biegała w okół mnie z okrzykami radości,   strasznie podekscytowana i zniecierpliwiona.   Słyszałam tylko  mama da,  mama da,  mama da………  No i w końcu mama dała   🙂    Powiem tak,   na wieszaku nie do końca byłam zauroczona efektem naszej pracy ale gdy założyłam tutu Zosi…………..   Jej zdziwienie,  radość, uśmiech…… BEZCENNE !!!   Byłam pewna,  że podskokom,  tańcom i podrygom końca nie będzie,  przecież to moja Zosia,  promyk radosny,  dziewczynka,  która cieszy się ze wszystkiego !!!!   Aparat leżał pod ręką,  bo warto było uwiecznić te chwile !!!   Oj warto !!!!

A teraz zdradzę Wam do czego będzie nam służyć owa  wykonana własnoręcznie tutu  ( tu czytać proszę,  że jestem szalenie dumna z siebie i córki, pomocnicy mojej ).    Będzie jeździła z nami do dentysty w torbie  i będzie nagrodą za bycie strasznie dzielną i odważną dziewczynką.   Zachwyt Zosi mam zamiar wykorzystać by ułatwić jej i choć trochę zminimalizować strach !   Będę ją wykładała z torby w gabinecie  i po wszystkim zakładała Zosi.   Taką nagrodę wymyśliła mama zamiast słodyczy,  których i tak Zosia je niewiele bo nie może  !!!    Zobaczymy już w czwartek jak pomysł się sprawdzi ale jestem dobrej myśli !!!    Spódniczka nawet podczas harców Zosi troszkę się opuszczała bo wyszła luźna ale jeszcze w ramach kosmetycznych wykończeń doszyjemy podszewkę i będzie super !    Warto było wydać te pieniądze,  bo po tym wszystkim co ostatnio Zosia przeszła,  mimo jeszcze bladej buzi…. wrócił jej uśmiech !!!  Oby już na stałe !!!

Filmik  z którego korzystałam  🙂

[youtube]http://www.youtube.com/watch?v=Zl9dgCs-mv0[/youtube]

1-_DSC0238A teraz w roli głównej  ZOSIA i nasza  TUTU   🙂1-_DSC0308 1-_DSC0311 1-_DSC0313 1-_DSC0314 1-_DSC0393 1-_DSC0399 1-_DSC0411 1-DSC_0249 1-DSC_0257 1-DSC_0259 1-DSC_0350 1-DSC_0355 1-_DSC0270 1-_DSC0275-001 1-_DSC0289-001 1-_DSC0301-001

 

Miłość……….. okazujmy każdego dnia !

Dziś Walentynki !

Niektórzy świętują, niektórzy nie…..

Miłość ma różne oblicza więc….

Wszyscy wiedzą jak bardzo kocham i to każdego dnia bardziej i bardziej…..

Swoją córkę !!!

Więc też świętujemy !

To, że mamy siebie,

To, że możemy cieszyć się każdym dniem i być blisko….

Na wyciągnięcie rąk !!!

Pomimo wszystko, zawsze i na zawsze razem !

Niczego więcej mi do bycia najszczęśliwszą nie potrzeba !!!

Zosia jest wyjątkowa, jak bardzo przekonuję się każdego dnia.

Jest w niej tyle miłości, łagodności, czułości…..

Kocha za nic i bezwarunkowo !

I tego Wam życzymy !!!

By Was kochano po prostu za to, że JESTEŚCIE !!!!

Walentynki

Trudne dni…..

Ferie zaplanowałam skrupulatnie !   Miały być piękne i pełne odpoczynku !   Miałyśmy chodzić na spacery, bawić się,  Zosia miała mieć rehabilitację mniej sprzężoną by dać jej troszkę odpocząć  i miałyśmy  uczyć języka migowego !!!     No właśnie miałyśmy…..   Czy tylko ja tak mam,  że jak zrobię jakieś plany to los na przekór mi robi i wszystko się wali ????    Pierwsze dwa dni ferii udało się  spędzić jak zaplanowałam i tylko te dwa dni !!!    Od środy Zosia zaczęła  pokazywać znak migowy ,,boli ,, i ,,ząb ,, !    Szlak by trafił bo w dosłownie kilka godzin zrobiło się bardzo poważnie…. Moje dziecko cierpiało i ni jak nie potrafiłam jej ulżyć w tym cierpieniu.   Co to ból zęba pewnie większość z Was miała okazję się przekonać i nie wiem jakie jest Wasze zdanie w tej kwestii ale jeżeli o mnie chodzi to dla mnie jest to najtrudniejszy ból fizyczny do zniesienia.   Jak patrzyłam na cierpienie Zosi serce mi się krajało bo nie potrafiłam w żaden sposób jej pomóc.

Jak na złość to ferie,  więc większość lekarzy się urlopuje w tym i nasz drogi pan kardiolog….  Buzia puchła a ja obdzwaniałam po kolei każdy dostępny gabinet stomatologiczny i po tym jak opowiedziałam jakie dziecko i z jakimi chorobami boli ząb odmawiano mi przyjazdu.   Dodatkową trudnością było to,  że Zosia nie mówi więc każdy stomatolog po prostu bał się,  że Zosia niczego nie będzie rozumiała.    Zosia jest  po dwóch wizytach adaptacyjnych w gabinecie stomatologicznym,  które nie dały nic.    Pierwsza skończyła się na tym,  że na widok pomieszczenia i fotela zaczęła tak płakać,  że musiałyśmy natychmiast wyjść.    Druga skończyła się na etapie usadowienia się na owym fotelu  ale już buzi  moja córka nie otworzyła choć prosiłyśmy ją z panią doktor 20 minut.   Nie pomogły lustereczka,  dmuchawki,  sikawki i co tam jeszcze pani doktor miała w gabinecie,  nawet prezenty w postaci kubeczków, znaczków i naklejek.    Nie otworzyła buzi i koniec !!!   Od jakiegoś czasu ząbki Zosi a w szczególności piątki zaczęły szwankować.  Perspektywa był jedna- narkoza i zrobienie wszystkich jednocześnie  co mnie matkę przerażało i sprawiało,  że atak histerii był blisko. Teraz jednak sytuacja zmusiła nas do szybkiego działania i nie było czasu na nic.   Buzia Zosi  spuchła,  biedna kwiliła z bólu i przestała jeść co było oczywiste.   A ja wisiałam na telefonie i z płaczącą Zosią na rękach starałam się załatwić dla niej najbezpieczniejsze rozwiązanie i szybkie pozbycie się jej cierpienia….   Nie pomagały żele do smarowania, ciągłe szczotkowanie zębów,  przepłukiwanie….   Nie pomagały domowe sposoby,  nic nie pomagało a ból się nasilał.    Podanie  leku przeciwbólowego,  przeciwzapalnego i przeciwgorączkowego czyli 3 w jednym w naszym wypadku to IBUM FORTE i Paracetamol naprzemiennie,  też nie przynosiło większej ulgi……

Nasz  pan kardiolog natychmiast kazał podać antybiotyk,  by nie dopuścić do stanu zapalnego zatok i uszu,  bo to górny ząb bolał a że był za granicą poprosiłam o pomoc naszą panią doktor Irenkę,  pediatrę Zosi,   do której mam pełne zaufanie i która leczy Zosię ze wszystkich infekcji.   Dba o Zosię można powiedzieć na co dzień i jest pełna troski o jej zdrowie i bezpieczeństwo !   Wystarczył jeden telefon,  nakreślenie sytuacji a nasza kochana pani doktor natychmiast wypisała receptę z zaleceniami.   Antybiotyk jak zawsze celnie trafiony i już po podaniu pierwszej dawki było widać,  że działa !!!  Pani doktor Irenko bardzo ale to bardzo dziękuję !!!    Bez pani opieki i trafnego leczenia ani rusz !!!    Pierwsza poprawa nastąpiła w sobotę po południu a ja cały czas próbowałam przez telefon znaleźć kogoś kto nas przyjmie i wyleczy ząb Zosi….  Perspektywa szpitala była przerażająca lecz coraz bardziej realna.   Niestety jak się okazało nie takie to wszystko proste bo nawet z bólem dzieci muszą czekać w kolejce.   Jak to wygląda dowiedziałam się w jednym  poznańskich  szpitali i droga ta jest żmudna i mało optymistyczna.    Najpierw Zosia musiałaby dostać się do pewnej kliniki w której pracuje pewna pani doktor,  która zajmuje się takimi dziećmi z obciążeniami zdrowotnymi jak Zosia lub z różnymi upośledzeniami.   Ta owa pani doktor w jednym tylko dniu w tygodniu bierze określoną liczbę takich dzieci do szpitala na pewnej ulicy w Poznaniu  i tam dzieci te w narkozie   ( czasem zaintubowane  w zależności od powagi sytuacji )   mają chore zęby usuwane z rzadka leczone.     Dziąsła są zszywane i tyle…  Dla mnie przerażające by coś takiego zafundować Zosi…..   Broń nas Panie Boże…..  Jak długo musiała by Zosia czekać w kolejce tego już się nie chciałam dowiadywać bo w tym szpitalu niby są specjaliści i cudowni lekarze ale kardiolog jest tylko obecny do  czternastej i gdyby nie daj Boże coś się działo to trzeba by było go sprowadzić ponownie….   Czy ja mogę tak ryzykować ?????    Ani mi się śni narażać tak moje dziecko !!!!    W sytuacji gdyby była tylko taka możliwość i konieczność musiałabym ale chyba umarłabym ze strachu o bezpieczeństwo Zosi…   Głupi ból zęba niby a zagrożenie wielkie i kłopot ze znalezieniem stomatologa tak wielki,  że płakać mi się chciało.    W niedzielę byłam już bardzo zrezygnowana i zdruzgotana….  Co robić,  gdzie pojechać,  kto nam pomoże ?????    Dzwoniłam po poznańskich szpitalach i byłam coraz bardziej przerażona.   Niestety w naszym szpitalu gdzie operowano serce  Zosi pierwszy raz,   gdzie pracuje  nasz wspaniały pan kardiolog i otolaryngolog i gdzie Zosia jest hospitalizowana gdy trzeba,   nie leczą zębów !!!!     W poniedziałek rano traciłam już nadzieję,  że uda się  znaleźć stomatologa dla Zosi….

Ostatnią deską ratunku było Centrum Stomatologii  ,,KUL DENT,,   położone bardzo blisko mnie i całkiem nie długo otwarte.  http://www.kul-dent.pl/     Zadzwoniłam bezpośrednio do szefa dr. Kuleszy i opowiedziałam o Zosi.    Na szczęście nie odmówił,  kazał przyjechać i powiedział,  że zrobimy wszystko co się da by wyleczyć Zosi ząb !!!    Zadzwoniła do centrum i umówiłam nas na wtorek rano.   Antybiotyk działał,   opuchlizna prawie zeszła z buzi Zosi,  nawet zaczęła jeść….. Było lepiej,  dużo lepiej ale wiedziałam,  że ból może wrócić i czekać już nie można.   Bez względu na zachowanie Zosi musi mieć  wyleczony ząb nawet jeżeli trzeba będzie ją trzymać siłą……:(     Choć i ta perspektywa mnie przerażała było to i tak lepsze rozwiązanie od szpitala, narkozy i tego całego  potwornego ryzyka o jej życie…..

Siedziałam i myślałam co jeszcze mogę zrobić by choć trochę zminimalizować jej przerażenie….   Wróciłam do ponownego pokazywania Zosi  obrazków dzieci na fotelach dentystycznych,   z otwartą buzią i lusterkiem wewnątrz buzi,  uśmiechniętych….   Dodatkowo wdrożyłam znaki migowe : boli,  nie boli,  boję się,  lusterko,  dmucha,  bzyczy,  otwórz buzię,  nie bój się,  nie płacz.   Cały poniedziałek minął nam na oswajaniu Zosi z tym co wydarzy się następnego ranka.  Wyjęłam fotelik samochodowy i pokazałam,  że pojedziemy leczyć ząbek.   Mina Zosi mówiła wszystko !   Z jednej strony cieszyła się,  że pojedziemy…..  Z drugiej strony widziałam w oczach ten jej strach i niepewność.    Wpadłam na pomysł by znaleźć coś na temat wizyt dzieci u stomatologa w internecie i na You Tube  znalazłam kilka bardzo fajnych filmików właśnie z takich wizyt.    Zosia oglądała jak zaczarowana co chwilkę naśladując dziewczynkę   siedzącą na fotelu i sama otwierała buzię pokazując na chory ząb.    Była przygotowana,  wiedziała gdzie pojedziemy i co będzie się działo czyli połowa sukcesu.

Ale co innego mówić o czymś a co innego gdy to już się dzieje……  Pojechałyśmy z ciocią Beatą,  której jestem ogromnie wdzięczna bo razem z nami przeszła przez to wszystko i bardzo mi pomogła !   Ciociu Beato wielkie dziękuję za wszystko !!!    Po dotarciu na miejsce Zosia jak to Zosia musiała się rozejrzeć i wszystkich przywitać !   Powitała panią w recepcji,  panią w poczekalni,  obeszła pomieszczenia,  pomaszerowała do gabinetu pana doktora,  przywitała się i strachu nie było widać na jej buzi.    Centrum Stomatologi  ,,KUL DENT,,  jest w bardzo wysokim standardzie,  z bardzo miłą obsługą i wspaniałymi lekarzami!    Pomyślałam sobie,  że jakoś to będzie i choć byłam tak cholernie zdenerwowana wiedziałam,  że musimy przez to przejść !!!

Po wejściu do gabinetu i zobaczeniu przez Zosię fotela mina jej zrzedła.  Co się okazało,  asystentka pana doktora zna język migowy !!!  Oj jak się ucieszyłam !!!   To tak szalenie pomocne w kontakcie z Zosią !!!    Wyjęłam nasze karty i pokazałam Zosi co teraz musi zrobić,  przede wszystkim karta nr 1 otworzyć buzię,   karta nr 2  włożymy do buzi lustereczko,  i tak krok po kroku…   O dziwo mimo ogromnego strachu Zosia otworzyła buzię,  pan doktor zobaczył ząb  i powiedział,    że trzeba otworzyć ząb czyli wiercimy !!!      Pytanie tylko czy podamy znieczulenie czy nie.  Pan doktor był przekonany, że ząb jest  martwy i nie powinien boleć przy wierceniu.    Wspólnie doszliśmy więc do wniosku,  że spróbujemy bez kłócia  środkiem znieczulającym i   stresowania Zosi,   bo wprowadzenie igły w dziąsło na pewno by ją zabolało i mogłaby nam już więcej buzi nie otworzyć !!!    Może więc się uda wywiercić otwór w ząbku…   Podłączyłam Zosi pulsoksymetr by monitorować jej bicie serca i saturację,   posadziłam jej ukochaną małpkę,   ciocia Beata położyła się na fotel a na nią posadziliśmy Zosię,   pokazałam kartę,   że ma otworzyć buzię,   pani asystentka zablokowała buzię Zosi by w trakcie wiercenia nie próbowała jej zamknąć,   pokazaliśmy jej w lusterku co będzie się działo,   ja trzymałam jej rączki………….  Pan doktor zaczął wiercić…… Zosia była najdzielniejsza w świecie,  nie wyrywała się,  dała z jedną małą przerwą na wypłukanie buzi wywiercić sobie otwór w chorym zębie….   Mimo płaczu patrzyła mi w oczy z ufnością i wiedziała,  że nie pozwolę jej skrzywdzić…..   A ja miałam serce w gardle…..  Moja dzielna córeczka !!!     Na koniec dostałyśmy strzykawkę z zagiętą igłą do przepłukiwania rozwierconego zęba po każdym jedzeniu.  Tak musimy wytrwać do czwartku w przyszłym tygodniu,  wtedy to ząb zostanie oczyszczony i włożone zostanie lekarstwo.    Po wszystkim było widać jak z Zosi schodzi strach i napięcie….   Ze mnie też delikatnie mówiąc….  Pan doktor był bardzo wyrozumiały i cierpliwy,  panie cudowne.     Zosia została obdarowana dyplomem dzielnego pacjenta,  kubkiem,  kolorowanką i aniołkiem.      Wszystkim pracownikom tego wspaniałego Centrum Stomatologii  bardzo dziękuję za troskę, wyrozumiałość, uśmiech i tak serdeczną  opiekę nad Zosią !!!!    Zosia w zamian podarowała paniom swoje ulotki i kalendarzyki !   Wszystkich pożegnała i mimo jeszcze mokrych oczu od łez wychodziła uśmiechnięta  krzycząc do wszystkich  pa, pa, pa, pa !!!  A ja pękałam z dumy,  że mam tak dzielną córkę !   Moja bohaterka i tyle !!!     Co będzie się działo na kolejnej wizycie nie wiem,  ale  wiem,   że damy radę wyleczyć  zęby Zosi bez narażania jej na narkozę w obcym szpitalu i to bez całodobowej opieki kardiologicznej.

Po powrocie do domu troszkę się moja córka żaliła ale szybko jej przeszło. Teraz  bawimy się w dentystkę. Moja Zosia jest panią doktor i swoim lalką szczotkuje zęby i strzykawką je opłukuje.   Wygląda to pociesznie więc by miała odpowiedni zestaw do zabawy znalazłam na allegro za kilkanaście złotych używany  zestaw stomatologa.   Pani,  która go sprzedaje bo jej dzieci już z tego wyrosły zapewniła mnie,  że jest  nie uszkodzony.  Będzie więc się Zosia mogła bawić w panią dentystkę do woli  🙂

Więc teraz kochani wiecie dlaczego tak znikłyśmy……  Nie było łatwo i mam tylko nadzieję, że najgorsze już za Zosią. O kolejnych wizytach i ich przebiegu będę informować na bieżąco.      Nieustannie proszę Was o 1% podatku….. Bez niego Zosia nie ma szans na leczenie i rehabilitację……Zosia NowakW niedzielny ranek jeszcze lekko spuchnięta buzia ale już bez płaczu….1-DSC_1243Wczoraj wieczorem już wróciła moja uśmiechnięta córeczka !1-DSC_0038-001MOJA BOHATERKA  !!!

 

 

 

Do kompletu….!!!

Bo jak jest trudno to musi być trudniej…..  Więc żeby nie było na równi i za monotonnie to do podniesienia liczby moich zmartwień doszło jeszcze to !!!    A co ????  Uszkodzenie twardego dysku w komputerze…….   I by nie zrobić tego na co mam ochotę,  ( oprócz płaczu oczywiście ) to chce mi się z wściekłości krzyczeć i kląć !!!     Bo długi z którymi walczę każdego dnia to mało…. Ciekawe za co mam niby kupić nowy……  Musiał się rozwalić twardziel na którym miałam WSZYSTKO i to właśnie teraz !!!!     Zresztą ta nazwa mnie wkurza.   Twardy dysk,  ha,  ha,  ha,   też mi twardy jak się rozpierniczył !!!!     Adresy,  kontakty,  dane,  blogi,  zdjęcia,  bajki Zosi,  instruktarz do nauki języka migowego…..WSZYSTKO !!!!!      Od jakiegoś czasu kopiowałm badania Zosi i udało mi się tez  zgrać trochę zdjęć…..    Ale nie wiem jak Wy,   ja nie  zgrywałam wszystkiego a już na pewno nie robiłam tego systematycznie…    Czasu zawsze brakuje a skutki teraz są opłakane….

Moja rada,  jak nie macie  kopii to róbcie  je  by nie wyć z rozpaczy po stracie tak jak ja dziś…..   Mistrz informatyki, który nieszczęśnika twardziela zabrał  by ocalić co się da nie zgasił światła nadziei….    A,  że wiem iż czynić cuda  potrafi liczę na odzyskanie czego tylko się da….. Ale to wymaga czasu….  Teraz  niestety z konieczności mam przerwę  w nauce i przeglądam to co udało mi się ocalić kopiując na płytach. I tak znalazłam pewien filmik…

Gdy go nagrywałam   nie było już  z nami Waldka……. a ja znałam diagnozę odnośnie jej całkowitej utraty słuchu- głuchoty.   Jednak gdy tak na nią patrzyłam jak tańczy,  trudno mi było w to uwierzyć….  Jest tak do dzisiaj i choć wiem,  że to co wtedy wydawało się zupełnie niemożliwe dziś zmusiło nas do nauki języka migowego.   Żal był,  jest i będzie….   Pogodzić się z tym nie potrafię ale muszę nauczyć się zaakceptować fakt,  że jestem mamą dziewczynki nie tylko z bardzo chorym sercem ale też niesłyszącej.   Zosia i ja będziemy tu gdzie mieszkamy jedynymi osobami rozmawiającymi w języku migowym.    Ludzie,  którzy nas mijają na ulicy obserwują co też wyrabiam z rękami mówiąc do Zosi….    Ogólnie budzimy nie lada zainteresowanie…    By nie napisać nieskromnie, że jesteśmy popularne w naszej wsi  🙂   Czasem to nawet jest zabawne,   jednak uświadamia mi to coraz częściej,  choć to dopiero początek naszej drogi w języku migowym,    jak trudno będzie tu Zosi żyć…..   Wnioski nasuwają się same i wiem,  że kiedyś przyjdzie czas na podjęcie trudnych decyzji…..    Decyzji,  które umożliwią mojej córce życie na jakie zasługuje,   życie które nie będzie udręką a da jej radość i możliwości…   Jak bardzo trudno będzie mi tego dokonać by jej to zapewnić…. już dziś wiem.   I wiem też, że bez pomocy nie dokonam tego by Zosia mogła mieć normalne życie……

Jak sprawię by  kolejny raz uratować jej serce………………????    Jak sprawię by zapewnić jej rehabilitację i wszystko to co wiąże się z utrzymaniem jak najlepszego jej zdrowia……? Jak nauczę ją języka migowego…. ?   Jak ją wykształcę…..?   Nie wiem, dziś nie znam odpowiedzi na te pytania……   Mimo iż pojawiają się ona w mojej głowie każdego dnia odpowiadam- liczy się tu i teraz.    To DZIŚ jest dla nas najważniejsze !!!    Jedyne plany jakie mamy to terminy badań i wizyty  kontrolne zapisane na rok do przodu w kalendarzu  😉     Grafik na miesiąc odnośnie rehabilitacji i nauki języka migowego i plan na każdy dzień !!!   A mantry dnia zawsze są  takie same :    Każdy kolejny wschód słońca to cud !    Każda chwila,  godzina , dzień ze sobą spędzone to cud.     Żyć pełnią sił każdego dnia i czerpać z tego radość,  szczęście i siłę na kolejny dzień.   Mimo trosk,  zawirowań i nieszczęść losu- trwać,  stawać do walki i wygrywać każdą kolejna bitwę.   I być razem nie zważając na to co ma nadejść…. Bo naszym przewodnikiem jest miłość tak wielka,  że nie sposób jej opisać……

Sytuacja teraz zmusiła mnie do sprawdzenia tego,  co dokładnie ocalało  na płytach i przeglądając ich zawartość   znalazłam nagranie  na którym Zosia tańczy do programu Boogie Beebies- odcinek taniec piratów. Program jest jej ulubionym do dziś !   Mimo tej całej sytuacji na chwilę udało mi się zapomnieć i uśmiać do łez  z mojej trzyletniej i jakże cudownej wtedy córeczki. Dziś też cudowna  🙂   Jakże ona urosła,  jak się zmieniła, wydoroślała można by rzec….;)    Więc w podziękowaniu  dla  wszystkich Was za wsparcie i bycie razem z nami i tutaj na blogu i w naszym życiu ten taniec dedykujemy Wam kochani prosząc ….Nie opuszczajcie nas….. BO TO DZIĘKI WAM,  NIEMOŻLIWE STAJE SIĘ OSIĄGALNE !!!

[youtube]https://www.youtube.com/watch?v=MqR_k4xm_Pc[/youtube]

Dla porównania oryginalny odcinek  🙂   Świetna zabawa dla rodziców i dzieci ! No to  JOŁ  HO HO i do tańca  🙂

[youtube]https://www.youtube.com/watch?v=LUX_IwrkbZg[/youtube]