Zosia ma 7 lat !!! Czyli były sobie urodziny ! Może nie huczne, ale za to z miłością w tle, mogącą ogarnąć wszechświat cały !!!

Witajcie kochani…
Opowiem Wam teraz o dniu, który było wyjątkowy dla Zosi, bowiem tego dna właśnie ,świętowała swoje 7 urodziny !!!   A było to w ubiegłą sobotę 🙂
Gości było niewielu, było kameralnie i rodzinnie, za to bardzo radośnie !
Mało tego, zobaczycie Zosię w wielkim szoku !!!
Tego jeszcze nie było
A dzięki komu Zosia w szoku była ???
Dzięki pewnej Pani, która ma w rękach taki talent, że dosłownie palce lizać
Owa Pani, to Karolina Smykowska
To właśnie Panią Karolinę poprosiłam o wykonanie dla Zosi tortu urodzinowego
Znalazłam tę cudotwórczynię cukiernictwa przypadkiem o tutaj :
https://www.facebook.com/Torty.Karolina?fref=ts
i poprosiłam o tort dla Zosi z Myszką Mini oczywiście

Pani Karolina się zgodziła, ku mojej radości, widziałam przecież, jakie niesamowite torty wychodzą spod JEJ zdolnych rąk !!!
I wiecie co, to nie są torty, to są arcydzieła !!!
Nie dość, że wyglądają tak, że nie chce się ich pokroić, to smakują wyśmienicie !!!!
Kto chce mieć piękny tort i poczuć niebo w gębie, to tylko do Pani Karoliny !!!
Gwarancja niezapomnianych przeżyć smakowych murowana, wizualnych też i wzruszenia w pakiecie zapewnione !!!
Jak Pani Karolina z mężem zawitała w nasze progi, by dostarczyć specjalnie dla Zosi jej tort, mała solenizantka, aż piszczałą z radości !!!
Gołym okiem było widać ile serca Pani Karolina włożyła w wykonanie tortu dla Zosi !!!
To przemiła kobieta, taka uśmiechnięta, pogodna, cierpliwa i wyrozumiała !
I ten JEJ kunszt, talent, pomysłowość, kreatywność….. !!!
To normalnie artystka cukiernicza !!!!
Zazdroszczę takich zdolności….
A ja uważałam, że umiem coś tam upiec….!
W porównaniu z Panią Karoliną nie umiem, zdecydowanie nie
Rozmawiałyśmy kilka razy przez telefon i ze stoickim spokojem słuchała o moich prośbach odnośnie tego, z czego może być upieczony tort, by Zosia mogła go zjeść ze względu na swoją dietę
Wszystkie prośby spełniła a tort okazał się być arcydziełem, którego naprawdę żal było pokroić i zjeść !!!
Był przepyszny i niestety musicie mi uwierzyć na słowo
Po tym jak Pani Karolina z mężem odjechali, Zosia usiadła i z miną, która nie wymaga mojego komentarza !
Przyglądała się tortowi, który wprawił ją w oniemiały stan, zachwyt, szok….!
Ten tort wyglądał jak zabawka !!!
I tak też w pierwszej chwili pomyślała Zosia, bo chciała przewieźć Myszki po stole !!!
Zanim pobiegłam po aparat córka jednak zrozumiała, że to ,,cudo,, się je i skonsumowała ucho Mikiemu
Siedziała, patrzyła i chyba oczom swoim nie dowierzała !!!!
Zdjęcia są !
Nie mam jednak zdjęcia, kiedy to solenizantka zdmuchuje świeczki, bo przez rok rehabilitacji i ćwiczeń oddechowych, tak poprawiła rozpiętość płuc, wdech i wydech, że zanim się obejrzałam, Zosia zrobiła puuuuuuuuuuuuuuuuuuuuuuu….
i siedem płomyczków natychmiast zgasło
Za rok będę mądrzejsza
Pani Karolino jeszcze raz ogromne dziękuję za moc wrażeń !!!
I tych związanych z emocjami i tych związanych ze smakiem
Jest Pani niesamowita !!!
Wszystkim naszym gościom dziękujemy za pamięć i przybycie

Tak było wczoraj……i to nie wszystkie emocje dnia wczorajszego, bo po kilku godzinach w naszym domu zapanował smutek….
Musiałyśmy się rozstać i pożegnać z ciocią Joasią…
Łez rozpaczy Zosi nie było końca….
Nawet trzy kinder jajka niespodzianki nie były wstanie przekupić mojej córki do ,,nie płaczu,,
Dziś jest troszkę lepiej z nastrojem u Zosi ale w domu zapanowała taka dziwna pustka….
Tęsknimy i już wyczekujemy kolejnej wizyty kochanej cioci Joasi !!!
Mam nadzieję, że nasza ,,niezwyczajna codzienność,, jej nie wystraszyła, Zosia jej nie wymęczyła za bardzo i zechce do nas jeszcze przyjechać

Urodziny Zosi są 31 października.  Rzadko składa się tak, bym mogła je wyprawiać Zosi akurat w tym dniu…

Mam za to czas na rozmyślania  i wspomnienia do pierwszych dni życia Zosi… Do chwili w której pierwszy raz ją ujrzałam i tego całego koszmaru…..


Trochę to trwało, moja kruszynka męczyła mnie ponad 17 godzin….
Ale było warto cierpieć, wylać każą kroplę potu…..
Bóg mi świadkiem, że gdyby trzeba było rodziłabym ją trzy razy dłużej jeżeli to, zagwarantowałoby jej zdrowie….
Rodziłam ,,zdrowe,, dziecko !
W chwili kiedy po raz pierwszy trzymałam ją w ramionach, spoglądałam w jej przepiękne niebieskie oczy, słyszałam jej płacz……
Moje życie w tej jednej maleńkiej chwili, uległo całkowitemu przewartościowaniu !!!
Wtedy jeszcze nie wiedziałam, że za kilka godzin ponownie będę musiała przewartościować je, w obliczu tragedii jaka na nas spadła….
Zosia przyszła na świat o 22.41 !!!
Rankiem po obchodzie dla mam, był obchód dla naszych maleństw.
I tak trzymając Zosię w ramionach podałam ją pani doktor, która miała zbadać moją córeczkę.
Badała, i badała, osłuchiwała i dziwnie na mnie zerkała zadając pytania o przebieg ciąży….
Byłam już bardzo zaniepokojona i jedyne co chciałam zrobić, to zabrać jej Zosię i utulić w swoich ramionach….
Niestety nie było mi to dane…..
Zosię zabrano na jak to nazwano ,, kontrolne echo serca,, !
Gdy drzwi od sali zamknęły się poczułam pustkę…
Moje ramiona były puste i czułam jakby ktoś wyrwał mi serce….
I to oczekiwanie na powrót Zosi….
Minuty zdawały się być godzinami, godziny wiecznością…
W końcu po trzech godzinach nie wytrzymałam i zażądałam oddania mi córeczki….
Pielęgniarka ze spokojem mamuta wyrecytowała tylko, że mam się uspokoić i cierpliwie zaczekać, zaraz przyjdzie do mnie lekarz.
No i przyszedł z miną, która nie wróżyła niczego dobrego !!!
Zanim on otworzył usta, ja tonem nieznoszącym sprzeciwu zażądałam, by oddano mi Zosię, teraz, natychmiast !!!!
To co usłyszałam zwaliło mnie z nóg…
– Nie możemy oddać pani dziecka, jego życie jest zagrożone, ma ciężką wadę serca, w każdej chwili serce pani dziecka może przestać bić…..pani córka musi zostać przetransportowana do innego szpitala… musi pani podpisać zgodę….może ją pani ochrzcić z wody…. dziecko jest w pełnym monitoringu i leży na OIOM w oczekiwaniu na transport….może pani tam iść ale tylko na chwilę…..
Co on plecie pomyślałam, to nie może być o mojej Zosi, to niemożliwe, przecież wszystko było dobrze, była zdrowa a teraz nagle jest tak bardzo chora…..
Słowotok lekarza wydawał się nie mieć końca….każde słowo mimo iż było w moim przekonaniu wypowiadane jak przez szybę i nie do mnie raniło, tak bardzo raniło….!
Gdy zaprowadzono mnie do Zosi i zobaczyłam ją, taką maleńką, bezbronną, kruchą……podpiętą do tych wszystkich kabli, kabelków, pikających monitorów, okłótą, z pokaleczonymi rączkami…..a jednocześnie tak spokojnie śpiącą.
Powoli docierała do mnie ta straszna rzeczywistość….!
Boże, pomyślałam, za co ????
Za co tak karzesz, to niewinne dzieciątko ????
Dlaczego ???
To nie może być prawda !!!!
A jednak była….ta straszna, najgorsza, bezlitosna prawda, która w każdej sekundzie zabija, zadaje potworny ból….tak potworny, że oddychanie staje się niemożliwe…
Mój świat runął, rozsypał się jak domek z kart….
Wszystko stało się czarno-białe…..
Nic już nie było takie samo….
Byłam zła, wściekła, chciało mi się wyć, krzyczeć, płakać….pojawiła się też nienawiść do Boga.
Jak mógł być tak okrutny ???
Siedząc tak przy Zosi, która miała zaledwie kilka godzin, tłukłam się z myślami, bólem i tą całą resztą potwornych uczuć, jakie spadły na mnie tak niespodziewanie.
Zosia nagle otworzyła oczy i spojrzała w moją stronę….
Poruszyła maleńkimi paluszkami, które trzymałam w swojej dłoni…
Jestem mamą !!! Jestem mamą !!!
Powtarzałam jak mantrę, nie zwracając uwagi na strugi łez spływających po moich policzkach…..jestem mamą !!!
Będę walczyć !!!!
Będę walczyć o ciebie córeczko i nic i nikt mnie nie powstrzyma !!!
Będziesz żyła, musisz żyć, bo ja bez Ciebie nie mogę….

Ta chwila, ten moment wystarczył, by podjąć decyzję o walce…
Nie wiedziałam jak będzie wyglądała batalia o życie Zosi, nie wiedziałam ile nas czeka, ile trzeba będzie znieść, wycierpieć, wylać łez…..
Wtedy jeszcze nie wiedziałam nic poza tym, że kocham tą maleńką istotę najbardziej na świecie i dla niej poruszę niebo !!!!
Pozwolono mi nakarmić Zosię, ochrzciłam ją z wody i stałam patrząc jak wkładają ją do inkubatora, by przewieść do innego szpitala.
Mnie nie pozwolono było pojechać z córeczką, jechał z nią sztab ludzi, którzy mieli zapewnić jej bezpieczny transport….
Wyruszyli korytarzem a ja szłam za nimi, by móc jak najdłużej być blisko niej….
Wjechali do windy i gdy jej drzwi zatrzasnęły się przed moją twarzą a ja straciłam z oczy najukochańszą istotę, kolana się pode mną ugięły…..
Zostałam sama, zupełnie sama na tym cholernym korytarzu, czując jak wewnątrz pali mnie ból….
Już nie płakałam, nie miałam łez….moje oczy były zupełnie suche !
Wróciłam na salę w której okno wychodziła na plac….
Widziałam jak wkładają Zosię do karetki i na sygnale, w pośpiechu opuszczają szpital.
Boże, choć Cię teraz nienawidzę, proszę miej moją córeczkę w opiece…niech bezpiecznie dotrze na miejsce – wyszeptałam jakby do siebie.
Natychmiast zaczęłam się pakować, wypisałam się na własne żądanie i podążyłam za sercem swoim, które tak okrutnie zostało mi wyrwane….
Podążyłam za Zosią i będę za nią podążać….zawsze !!!!

Tyle nam odebrano….
Pierwsza kąpiel.
Pierwszy spacer.
Wszystko to, czego doświadcza mama po powrocie z dzieckiem do , nam zostało odebrane na kilka miesięcy !
To szpital był naszym domem !!!
Ale jednego nie zdołano nam odebrać:
Wiary, bo ta była nieugięta !
Nadziei, bo trzeba ją mieć nawet jeżeli ledwie się tli….
Siły, bo czerpałyśmy ja z naszej miłości !!!

Zosia właśnie  skończyła siedem lat….
Długo by pisać o tym co przeżyłyśmy….byłoby tego z trzy tomy.
Ile batalii o życie Zosi jest jeszcze przed nami ????
Nie wiem…… ale wiem jedno !
Zawsze będę stawać do walki nawet jeżeli ktoś mi mówi, że walka jest z góry przegrana !
Bo dopóki bije JEJ serce, zawsze jest nadzieja !!!!

Dziękuję WAM kochani za obecność i wsparcie…..Dzięki Wam wiem, że nie jestem sama ! 1-DSC_07361-DSC_07271-DSC_07251-DSC_8503

 

 

2 myśli nt. „Zosia ma 7 lat !!! Czyli były sobie urodziny ! Może nie huczne, ale za to z miłością w tle, mogącą ogarnąć wszechświat cały !!!

  1. Zupełnie jakbym czytała o sobie i Majce….
    Dzielne jesteście obie kobietki…. bardzo dzielne.

Możliwość komentowania jest wyłączona.